Artykuł dodany: 2011-06-20 14:12:25 Dział: Wasze teksty
WASZE TEKSTY: Niestety ku ich zdziwieniu rozpętała się straszliwa burza. Dziewczynki zmuszone były wrócić do domu.
- Opowiem ci jutro, o ile się spotkamy - powiedziała z uśmiechem Anne i ruszyła w swoją stronę.
Virginia też poszła. Bardzo żałowała, że nie może zostać wśród wrzosów, które tak cudnie pachniały w trakcie burzy. Przekroczenie progu domu, było zbyt bolesne. No bo co mogła robić? Kiedy weszła już do swojego pokoju i sprawdziła czy nikt nie patrzy, wyślizgnęła się przez okno i usiadła na parapecie. Było tak przyjemnie! Choć padał deszcz, Virginia pod małym daszkiem czuła się bezpiecznie.
Był już wieczór. Czas leciał tak nieubłaganie. Po ukochanej kąpieli dziewczyna wsunęła się pod cieplutką kołdrę i położyła głowę na poduszce. Zasnęła.
Sen Virginii:
Dziewczyna znalazła się sama w czarnym i wielkim lesie. Szła powoli posuwając nagą stopę o mokre gałęzie i liście. Coś przeszło obok niej.
- Kto to?! - krzyknęła przestraszona i poczuła jak jej serce zaczęło mocno bić.
Niestety, nikt się nie odezwał. Virginia próbowała iść dalej, ale coś ją zatrzymało.
Był to strach i obawa. Czuła, że dalej już iść nie może. Chciała wrócić do domu, ale nie znała drogi. Nagle ujrzała w trawie jakiś mały przedmiot, który różnił się od otoczenia. Było to kolorowe lusterko! Dziewczyna pomyślała, że spróbuje wypowiedzieć życzenie. Może wtedy wróci do domu. Podniosła lekko lusterko i już miała wypowiedzieć życzenie, gdy...
- Kochanie wstawaj! - zawołała mama, robiąc w pośpiechu kanapki do szkoły.
Virginia rozciągnęła się w łóżku i z niechęcią popatrzyła przez okno.
- Och, po co ja zasnęłam!? - powiedziała do siebie dziewczyna.
- A co, miałaś jakiś koszmar? - zapytała się mama.
- O tak. Był straszny. Mamo, a właściwie jak powstają sny i koszmary?
- Nie mam pojęcia! Nie czas na rozmowy, dzisiaj zakończenie roku szkolnego!
- Och, tak! Zupełnie zapomniałam - przyznała się Virginia i roześmiała się.
- Za pół godziny trzeba być w szkole, jesteś w samorządzie, nie wypada się spóźnić. Co jeszcze?! - wyliczała mama i w pośpiechu robiła Virginii dwa warkoczyki.
Po chwili dziewczyna wskoczyła w swoje galowe ubranie i już była gotowa ruszyć do szkoły. Wzięła jeszcze tylko torbę, gdzie schowała notatnik, długopis i kanapkę. W rękach trzymała bukiet róż dla wychowawczyni.
Pod klasą była już cała gromada uśmiechniętych dzieci.
- Pamiętasz?
- Co miałabym niby pamiętać? - zapytała Virginia.
- Jak to co! Twój wiersz, na zakończenie roku! - wykrzyknęła koleżanka i zaczęła recytować swój.
- O nie! Kompletnie zapomniałam! - Virginia wyciągnęła z torebki wymiętoloną karteczkę. - Pierwszą zwrotkę umiem i drugą też.
- A trzecią?
- Tej nie. Zaraz się nauczę.
- Jasne, że się nauczysz! Przecież recytujesz najlepiej w klasie! A wierszy uczysz się z łatwością!
Dziewczynki uśmiechnęły się i weszły do klasy. Pani wychowawczyni podziękowała za cały rok szkolny, a kiedy zjawili się rodzice, opowiadała jak bardzo cieszy się z naszych sukcesów. Następnie cała klasa ruszyła w stronę boiska. Na boisku panowało wielkie zamieszanie! Nauczyciela starali uspokajać najmłodsze klasy, robiące jeszcze więcej zamieszania. W końcu udało się do prowadzić do porządku. Kiedy wszystko miało wydawać się takie fantastyczne, do Virginii i Hiacynty podeszły Katie, Lili i Tamara. Tych dziewczyn bała się cała klasa Virginii. One umiały tylko obrażać i naśmiewać się z innych i słabszych.
- Hej! - powiedziała jedna z dziewczyn.
- Cześć - odpowiedziała spokojnie Hiacynta, która miała wielki dar, aby ignorować takie właśnie osoby.
- No, to gdzie jedziecie na wakacje? - zapytała się Katie z nadzieją, że koleżanki powiedzą, jakieś głupie miejsce. Virginia zaczęła się jąkać, bo szczerze mówią nie miała jeszcze żadnych planów na wakacje.
- Do Grecji, Hiszpanii, Francji i jeszcze na tydzień do Londynu, gdzie mieszka mój wuj - odezwała się Hiacynta.
Dziewczyny pobladły, ponieważ oczekiwały zupełnie innej odpowiedzi.
- A wy? - zapytała się chytrze Hiacynta. Jednak nie dostała już odpowiedzi, ponieważ wróg odbiegł daleko.
- Naprawdę?
- Co naprawdę?
- Naprawdę jedziesz do... - zapytała się Virginia, ale koleżanka nie dała jej skończyć.
- Nie, nie jadę. Musiałam je okłamać, aby się odczepiły.
- Masz do tego wielki dar.
- Może...? - zamyśliła się Hiacynta. - Może mam?
Tagi:
skomentuj
Bardzo fajne!
Zgadzam się z magusia1999
dlaczego nie piszesz dalej?
Bardzo mi się podoba.
Twoje opowiadania są super!!! pisz dalej !!! już nie mogę się doczekać następnych części!!! PS. ja też wysłałam swoje opowiadanie, mam nadzieję że bedzie się wam podobać!!! już niedługo się ukaże ... :) :) :)
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.