Artykuł dodany: 2011-07-08 12:20:45 Dział: Wasze teksty
Bramka.
Bramka.
Bramka!
Te słowa wyrwały mnie z zamyślenia. Bramka? Jaka bramka? O co chodzi?!
Bramka kobieto!!!
Nagle poczułam, jak coś boleśnie uderza w mój lewy bok, odbijając się od brzucha.
- Jasna... - chciałam przekląć, ale odebrało mi mowę. Złapałam się za brzuch.
PLASK!
Przewróciłam się. Moja twarz była mokra, wpadłam do kałuży. Dopiero teraz zorientowałam się, gdzie jestem. Leżałam na wielkim boisku szkolnym, o wymiarach 90 x 90, w drobnym kółeczku utworzonym przez dziewczyny z mojej szkoły. To znaczy, SP nr 114 im. Wiesławy Szymborskiej.
Jęknęłam tak głośno, że kilka dziewczyn wybuchło śmiechem.
- Jasny gwint, Kajak! Mówiłam, a tak właściwie wrzeszczałam: BRAMKA! Jak mogłaś nie usłyszeć. Stałaś po prostu na środku pola bramkowego i sobie stałaś... jak jakiś słup normalnie. No jakbyś była jakimś Simbą co sarnę zobaczył - powiedziała blondynka. Jej włosy sięgały do ramion, wymachiwała swoimi małymi rączkami i różowiutkimi paznokciami.
Rozpoznałam ją. To była Dominika, dziewczyna z mojej klasy. Nie wiem, czy dobrze usłyszałam, czy mocno walnęłam się w głowę, czy po prostu się przejęzyczyła.
Nie, nie mam na imię Kajak, tylko Kaja. Nazwali mnie tak pewni bliźniacy, potem wszyscy tak zaczęli mówić. A może poprzez moje włosy, które przypominają drewno (spoko Maroko, tylko z koloru)?
Z trudem wstałam. Spojrzałam na swoją o wiele za dużą żółtą bluzkę z moim imieniem i nazwiskiem oraz zielone spodenki (nauczyciel WF-u dał nam ten strój na początku 3 klasy - "Na przyszłość" - powiedział). Były całe w błocie.
Coś bardzo mnie zapiekło. Spojrzałam na kolano. Było dosyć mocno skaleczone, wyjęłam z niego kawałeczek szkła. Kątem oka dostrzegłam, jak jakieś dziewczyny trzymają Dominikę, a ta wściekła kopie nogami i wymachuje rękoma, wrzeszcząc moją ksywkę.
Pokuśtykałam do szkolnej pielęgniarki. Wynik: szkło na szczęście nie rozcięło skóry. Przemyła je spirytusem, wtarła wodę utlenioną w żelu, owinęła bandażem i dała malutkie - myślę, że jako gratis do gazety - opakowanie maści przeciwbólowej.
Zaczęłam podśpiewywać pod nosem (w melodię "Panie Janie"):
Szósta klasa, szósta klasa
będzie zła. Będzie zła.
I już dzwonek dzwoni.
I już dzwonek dzwoni.
Bim bam bom. Bim bam bom.
Usłyszałam za sobą śmiech. Ten słodki, rozkoszny, urokliwy, figlarny śmiech Zła Wcielonego.
Zło Wcielone (*ur. 15.05.99 w Warszawie) znane też jako Mateusz Cis, pierwsza szkolna miłość Kai Cieślowskiej, która nie umarła od klasy pierwszej (miłość). Chodzą razem do klasy 6c, zauważył ją dopiero w 3, kiedy na lekcji matematyki monstrualnie głośno pierdnęła.*
Smutne, ale prawdziwe.
*Jak będzie wyglądała rozmowa Kai z Mateuszem? Czy skończy się dobrze? I co ma wspólnego zabandażowana noga z lekcją polskiego? Jeśli chcecie się dowiedzieć, piszcie, czy mam pisać drugą część.*
*PS Piszę książkę, ja oraz moi rodzice chcemy ją wydać. Trzymajcie kciuki : )*
Piszesz: lekko, dowcipnie, sprawnie. I dobrze, że rodzice cię wspierają. Nawet tytuł mi pasuje :) Pisz, koniecznie! b
Tagi:
skomentuj
Mi się podoba. Extra!
Hihi, wpadłam w wielki chichot.
Świetne! Ja także kupiłabym książkę bez zastanowienia.
fajne!
Piszesz...ŚWIETNIE! TRZYMAM KCIUKI! Jeśli się uda książkę kupię bez zastanowienia
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.