logo junior

Kocie opowieści, cz. 8, olivusia98

Artykuł dodany: 2011-08-02 12:52:30 Dział: Wasze teksty

WASZE TEKSTY: "Czarny dostaje reprymendę"

Był już następny dzień. Czarny leżał w swoim koszyku, w salonie. Zaterkotał budzik i kiedy ucichł, z pokoju wyszła pani domu, czyli mama Magdy. Rozejrzała się, a widząc Czarnego, z uśmiechem podeszła do niego i podrapała go za uszami. U kota wręcz mechanicznie włączył się motorek, a kiedy jeszcze dostał śniadanie, to już całkowicie wpadł w dobry humor.

Po porannej higienie wyszedł z domu i zwinnie przedostał się przez ogrodzenie. Spacerkiem przeszedł przez drogę, następnie pole, wszedł na teren jakiegoś podwórka. Rozejrzał się, ale nikogo na nim nie było.

Czarny chyłkiem, strzegąc uszami skradał się pod bramą, kiedy nagle zatrzymał się gwałtownie. Uniósł pyszczek i zaczął intensywnie węszyć. Do jego nosa doleciał miły, delikatny zapach. Czarny, mimo zjedzonego śniadania, poczuł głód.

Idąc w kierunku, z którego dochodził aromat, kot zaczął powoli biec. I gdy już myślał, że wie skąd dochodzi źródło zapachu, jego poszukiwania przerwało krótkie, gniewne szczeknięcie. Czarny szybko odwrócił się, a sierść i ogon nastroszyły mu się i zjeżyły, na widok suczki rasy York, która rozwścieczona stała nad nim i warczała.

- Ty mały sierściuchu! - wycedziła. - Co ty tu robisz? Chcesz, żebym ci pokazała gdzie twoje miejsce?

Czarny już miał czmychnąć, gdy nagle ogarnęła go złość. Jak dotąd, często spotykał się z jawną niechęcią do niego, ze strony mieszkańców tej wsi. Jednak szybko przemieniała się ona w życzliwość. A tu, ta panna w czarnych loczkach, nawet nie dała mu szansy na wytłumaczenie swojej obecności w tym miejscu! O, co to, to nie!

Kot najeżył się tak, że przypominał puszystą, czarna kulkę, zasyczał, fuknął, prychnął i jednym ruchem zadrapał suczkę łapą z naostrzonymi pazurami. Nie zrobiło jej to najmniejszej krzywdy, ledwo, co poczuła ból. Ale żądza natychmiastowej zemsty nadeszła od razu. Z warczeniem rzuciła się w pogoń za Czarnym, który szybko umykał przed siebie. Jednak, co pies to pies - szczególnie tak rozzłoszczony. Suczka już miała dopaść coraz bardziej zmęczonego kota, kiedy nagle rozległo się wołanie:

- Oxi, Oxi! Chodź tu, chodź!

Te słowa na chwilę zatrzymały suczkę, która nie wiedząc co robić zahamowała w trawie. Te parę sekund zwłoki dało kotu przewagę w ucieczce. Ostatkiem sił dopadł skrzynek stojących jedna na drugiej i szybko wdrapał się na nie.

Tymczasem Oxi (bo to właśnie do suczki należało to imię), zignorowała wołanie właścicielki i ruszyła ku Czarnemu. Zanim jednak zdążyła się choćby rozpędzić, czyjeś ręce złapały ją, założyły jej smycz na obrożę i poprowadziły do czekającego samochodu.

- Oxi, co to miało być?! Dlaczego się nie słuchasz? Znowu ganiasz ptaki? Oj Oxi, kiedy ty dorośniesz… - powiedziała z wyrzutem właścicielka owych rąk i samej suczki, Julka. Westchnąwszy raz jeszcze, razem z Oxi weszła do auta.

- Jeszcze popamiętasz... - warknęła suczka, szczerząc kły do kota. Dumnie usiadła na siedzeniu i samochód odjechał.

Czarny odetchnął z ulgą i powoli zszedł ze skrzynek. Teraz wreszcie mógł znaleźć to, czego szukał. Zapach był intensywniejszy niż wcześniej. Kot już bez przeszkód mógł za nim pójść.

I oto, jego niezawodny, koci nos doprowadził go prosto do ławki przy ogrodzeniu, na której stała papierowa torba. Czarny wspiął się do niej i zajrzał do środka. A tam, z reklamówki wyglądało… pęto świeżutkiej, smacznej kiełbasy!

Czarny poczuł w sobie nieodpartą chęć spróbowania ulubionego przysmaku. Wiedział, że nie powinien, że przecież ma własne jedzenie i taką kiełbasę może jeść ile razy chce, ale odezwała się w nim dzika natura.

Chwycił ostrożnie wystający kawałek i bez zbytniego wysiłku, wyciągnął go z torby. Nie przejmując się, że powinien być w ukryciu, od razu ugryzł kęs. Mmm… niebiańska rozkosz i smak prawdziwej, polskiej kiełbasy. Czarny już miał konsumować dalej, kiedy nagle usłyszał czyjś gniewny okrzyk.

- Ty rabusiu! Ty wstrętny złodzieju! Zostaw to! - i nim kot zdążył zrobić ruch, dostał ścierką po grzbiecie.

To zarumieniona z gniewu i rozzłoszczona gospodyni, dzierżąc w ręku swą broń, już miała ponowić uderzenie, gdy kot zerwał się z ławki i czmychnął do bramy. Zanim kobieta zdążyła go dogonić, przecisnął się pod furtką (na szczęście parę centymetrów nad ziemią) i szybko uciekł przed siebie.

- Oj, co za złodzieje - westchnęła gospodyni, biorąc do ręki nadgryzioną kiełbasę i torbę z resztą zakupów. - Tylko na chwilę zostawiłam to, bo musiałam kury zagonić, a to kocię się dorwało do mięsa. E tam, takie życie… - mruknęła i zniknęła w domu.


 Brawo, świetnie piszesz, dowcipinie, zabawnie, dynamicznie. Bardzo mi się podoba. b

Tagi:

Komentarze

skomentuj
Aby móc komentować, proszę się zalogować
avatar

narnijskafanka Ocena : brak

Dodano 2011-08-12 21:27:14

mnie też

avatar

jankuśa Ocena : 5

Dodano 2011-08-04 16:23:46

mi sie podoba

avatar

olivusia98 Ocena : brak

Dodano 2011-08-02 15:58:45

Ojoj, bardzo, bardzowo dziękuję redakcji za miły komentarz, czuję się zaszczycona ;) Komuś jeszcze się podoba?

partnerzy

  

rss

Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.

Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.


© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.