Artykuł dodany: 2011-08-25 11:39:52 Dział: Wasze teksty
WASZE TEKSTY: - Wracajmy - szepnęłam do Niny.
Odwróciłyśmy się i znowu byłyśmy w tym miejscu pełnym luster. Ale szybko wróciłyśmy do ogrodu.
- Chciałabym aby rodzice mnie zobaczyli i wiedzieli, że jest mi dobrze - zaczęłam rozmowę z Niną.
Ona jedyna mogła mi pomóc i poradzić, co w takim razie mam zrobić.
- Jeśli bardzo ich kochasz, możesz tylko pokazać im się we śnie. Żeby wiedzieli, że nie jesteś sama, mogę stać przy Tobie, jak dotąd zawsze stałam.
- Oczywiście, bez Ciebie się nie ruszam! Cieszę się, że jest taka możliwość!
Tej nocy przeszłyśmy przez lustro wprost do mojego domu. Był jakiś pusty. Mama z tatą dawno spali. Weszłyśmy do ich sypialni.
- No to jak wejść do ich snu?
- Wystarczy, że ukażemy się jednej osobie. Może twojej mamie? Wiem, że ona nigdy nie zapomina snów.
- Dobrze.
Nina podeszła do mamy i dotknęła ją w czoło. Po chwili powiedziała, że to wszystko. Podobno mama miała zobaczyć we śnie mnie i Ninę. Ale ja nie wnikałam, jak to zrobiła bo wróciłyśmy do nieba. Usnęłam od razu na ciepłej, wygodnej trawie wśród kwiatów. Nawet się nie obejrzałam, gdy zawitał nowy dzień.
Rano znowu przeszłyśmy przez lustro. Mama z tatą jedli śniadanie. Tylko jakoś mało zjedli. Dwie kromki chleba i szklankę wody. Czyżby byli chorzy, czy po prostu smutni?
- Wiesz, kochanie... - otworzyła usta mama. - Widziałam we śnie naszą małą córeczkę i aniołka. Stały razem i się uśmiechały. Trochę się ucieszyłam, ale no sama nie wiem...
Tato spojrzał na mamę. Ale musiałyśmy już wracać. W niebie czekał na Ninę aniołek, który miał pokazać mi kapliczkę. Ja sama z Niną bym tam nie poszła, bo nie wszystko można tam ruszać. Trochę szkoda, że nie posłuchałam rozmowy rodziców do końca.
Gdy wróciłyśmy do ogrodu aniołek już tam był. Przedstawił się, że nazywa się Albert i zabrał nas do kapliczki.
Po drodze widziałam wiele aniołków i kilkoro dzieci. Zatrzymałam się, bo przede mną stanął jakiś chłopczyk.
- Cześć, jestem Wiktor.
- A ja Samanta.
- Będziemy przyjaciółmi?
- Jasne... - spojrzałam na Alberta. - ...Jasne, ale na razie idę zwiedzić kapliczkę. Później się spotkamy, dobrze?
- Dobrze.
Jak widać, w niebie też można zawierać znajomości. Tam są same miłe aniołki i sami mili ludzie. Nie ma kłótni nawet między starszymi dziadkami, a małymi dziećmi. To takie miłe.
Słońce świeciło a my doszłyśmy pieszo do kapliczki. Było tam wiele krzyży, przepięknych obrazów i cała droga krzyżowa. Byli tam nawet księża, którzy umarli ale wrócili do swojej pracy. Czułam się jak w domu. Jak w domu, bo było tam tak jak na ziemi, tylko lepiej. Nie byłam już chora. Ale myśl o rodzicach ciągle nade mną krążyła.
Znowu się pozachwycam bo ładne...
Tagi:
skomentuj
Chętnie dałabym szóstkę! Albo więcej! Cudownie!
Superowe =P
piękne.....
Super napisz o tym książkę,wydaj a na pewno ja ją kupię :)
Skoro tak lubicie moje opowiadanie to polecam następną część trochę akcja się rozkręci... Dzięki za komentarze!
piękne, wzruszające
Cudo! Pisz dalej bo to jest Cudo! (przez wielkie C)
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.