Artykuł dodany: 2011-09-28 09:38:47 Dział: Wasze teksty
WASZE TEKSTY: - Możemy zaczynać, Durril? – spytał nie odwracając głowy.
- Myślę, że tak – odparł Durril.
Chłopiec uśmiechnął się i wyszedł z pokoju. Zamknął drzwi, rozejrzał się. Był nowy i nie znał dobrze ciemnych korytarzy, ale Durrilowi do razu przypadł do gustu, dlatego mianował go Nowicjuszem.
Jeszcze raz rozejrzał się, po czym skręcił w prawo i cały czas szedł prosto. Po jakimś czasie zauważył drzwi. Zapukał i nieśmiało je pchnął. Już od progu uderzył go nieprzyjemny zapach eksperymentów. Nigdy ich nie lubił. Przypominały mu czasy, kiedy był jeszcze zamknięty w klatce i czekał, aż zaprowadzą go do Sali Eksperymentów. Tam właśnie przemienili go w mutanta. Tak naprawdę był człowiekiem, ale z dużymi skrzydlami, wyrastającymi z ramion. Musiał je ukrywać. Prawie pół roku temu uciekł stamtąd, wykorzystując ich nieuwagę. Przenocował w tym budynku, a nazajutrz znalazł go Durril.
- Kto to? – burknął mężczyzna siedzący przy stole, wylewając jakieś czerwone substancje.
- Hmm, to ja – odparł chłopiec.
- Ach! – mężczyzna rozpromienił się. – Miło cię widzieć, Morris.
- Ciebie również – uśmiechnął się Morris. – And czym to znowu pracujesz?
- Takie tam różne ulepszenia – odparł. – A co ty tutaj robisz?
- Wpadłem tak na chwilę, żeby trochę pogadać, ale za chwilę i tak muszę iść. Jutro Wielki Dzień.
- No tak, zapomniałem! Zaczekaj... – mężczyzna przytrzymał chłopca za ramię. – Mam dla ciebie mapę całego budynku, żebyś się nie zgubił. Jak już wszystko poznasz, możesz mi ją oddać.
Po czym wręczył Morrisowi wyblakłą mapę. Chłopiec podziękował skinięciem głowy i wyszedł. Musiał się przygotować do jutrzejszego Wielkiego Dnia. Nareszcie będzie mógł pokazać światu swoje cudowne skrzydła, a nie trzymać je ciągle w ukryciu.
- No, co za mistrzyni sztuki – zachichotał Horney.
Przygryzłam wargę. Skąd niby miałam wiedzieć, co się wydarzy? To i tak chyba lepiej, bo gdybym tego nie zrobiła, dosięgłyby mnie błyskawice.
Po chwili Horney znowu wypuścił błyskawice, tym razem w stronę Jane. Chciała zrobić unik, ale widząc, że błyskawice także zmieniły kierunek, odepchnęła je powietrzem. Chłopiec stłumił śmiech.
- I co wydaje się ci takie śmieszne? – wykrzyknął James, mocno rozłoszczony.
- A, nic – odparł z udawaną miną niewiniątka.
Horney uśmiechnął się i wypuścił sześć błyskawic. Jego Mina zwiastowała, że czas na finał!
Gdy błyskawica była blisko mnie, zręcznie uchyliłam się i cios trafił w drzewo, paląc je do razu. Oho, niedobrze. Zwiększył swoją moc. Zapewne nie uda nam się go tak zaraz pokonać. Lepiej wiać. Zerknęłam na drużynę.
Odpierali ataki, czasami robili uniki…
Porozumiał się wzrokowo z Piotrkiem. Przytaknął i przekazał wzrok Jamesowi. Najpierw zmarszczył brwi, a potem rozpromienił się i wzrok posłał Jane. Ta natomiast przytaknęła i po cichu wycofaliśmy się. Usłyszałam jeszcze głośny śmiech Horney i znowu znalazłam się na uliczce, prowadzącej do parku. Może misja była nie udana, co zresztą można było sądzić po pierwszym razie, ale zapewne za którymś kolejnym razem nam się uda…
Tagi:
skomentuj
ok już wysyłam maila :)
do pinkusia10: bo jesteś fajną osobą
Fajne. Czemu prosiłaś mnie o maila? (komentarz do 6 cz. Marty)
Podoba mi się. Zozolowe!
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.