Artykuł dodany: 2011-10-21 15:30:34 Dział: Wasze teksty
WASZE TEKSTY: 13 października, *286 dzień roku. Do końca roku pozostaje 76 dni*, *Imieniny obchodzą: Daniel, Edward*
Rany! Sama nie mogę w to uwierzyć!
Panie i panowie!
*JA PISZĘ PAMIĘTNIK!*
Przepraszam bardzo za taki wstęp, ale dałam upust emocjom, które mną targały. Od roku pragnę zacząć pisać pamiętnik. Ponieważ cierpię na stały brak gotówki, poprosiłam mamę o kupno jakiegoś, nawet tandetnego, zeszytu, w którym opiszę moje przeżycia. I uczucia do *konkretnej osoby*.
Niestety, mama odpowiadała zawsze tak samo:
- Kup sobie sama, masz przecież skarbonkę.
Skarbonkę mam. Gorzej z jej zawartością.
- Nie możesz kupić mi z okazji imienin? - złościłam się.
Później prosiłam o to na dzień dziecka, na zakończenie roku szkolnego i mojego wspaniałego świadectwa. A gdzie tam! Mama twierdziła, że nie wyda pieniędzy na taką "durnostójkę". Dla mamy wszystko, oprócz książek to durnostójki. Wreszcie, w tym roku, dokładnie wczoraj, spotkałam się z Marysią, Tamarą i Luizą na wyprawianym przyjęciu urodzinowym. Być może nie wiecie, ale my cztery urodziłyśmy się 13 października tego samego roku, w tym samym szpitalu, w tej samej sali. Nasze mamy się zaprzyjaźniły i posłały nas do jednej klasy w podstawówce. Obecnie jesteśmy w piątej klasie. Od mamy Luizy dostałyśmy wszystkie jednakowe pamiętniki! Cóż to była za radość (przyznam, że szczególnie z mojej strony). Zaraz wymyśliłyśmy, że pierwszą datą, jaką w zeszycie opiszemy, będą nasze urodziny, czyli 13 października.
A ja miałam najgorsze urodziny pod słońcem... Wszyscy o nich zapomnieli!
Rano wstałam baaardzo wcześnie i nie oczekiwałam prezentów. Moja rodzina (tata, mama, Sebastian lat 15, Wiktoria lat 7) prezenty dawali mi od niepamiętnych czasów, jak tylko wracałam ze szkoły. Tort stał na stole, a oni mi śpiewali "Sto lat".
Wyszłam z domu i zaraz pobiegłam po Luizę, która mieszka najbliżej mnie. Równocześnie złożyłyśmy sobie życzenia i popędziłyśmy do szkoły ile sił w nogach, bo zrobiło się późno przez te nasze "wszystkiego najlepszego".
Po lekcjach poszłam do domu i myślałam sobie, jak cudownie będzie zjeść tort i rozpakować prezent.
Po domu krzątała się mama. Na stole nie było tortu, prezentu też. Pomyślałam sobie, że pewnie wszystko przygotują jak wróci tata i zajęłam się odrabianiem lekcji.
Tata przyszedł trzy godziny później.
- Hej! - zawołałam radośnie i pobiegłam do przedpokoju.
- Cześć, Ewa - odparł tata i poszedł do salonu.
Nie zdjął nawet butów! Aha! Od razu wiedziałam, że coś się kroi. Tatko, który miał obsesję na punkcie porządku nie ściąga butów.
- Wiktorka, złotko - tata witał się z Wiką, jak zwykle, bardzo wylewnie.
Mama stanęła w drzwiach łazienki.
- Cześć, kochanie - rzucił w jej stronę tato.
- Uhm - mruknęła mama.
- Hejo! - ogłosił swoje przybycie z treningu bokserskiego Sebastian. - Tata! Nie uwierzysz! Jestem na mistrzostwach Polski w boksie!
Tatę zatkało. Tylko na chwilę.
- Łał. To może jakiś prezent mu kupimy? - zwrócił się do mamy. - Polska, ocho.
- Którego dziś mamy? - zapytałam w akcie desperacji.
- 13 października - rzuciła przez ramię mama. - A Wiktorka jest w gminnym etapie Konkursu Plastycznego.
Tata zaczął wtedy podziwiać Wikę.
- A ja - warknęłam. - Przeszłam do wojewódzkiego etapu Konkursu Matematycznego!
- Super - tata nawet na mnie nie spojrzał. - Lekcje zrobiłaś?
Wpadłam do pokoju i zaczęłam płakać w poduszkę. Wiem, wiem, beksa ze mnie.
Naprawdę już nie mogłam. Płakałam, płakałam. Z kuchni słyszałam, jak tata daje Wice 10 złotych, a Sebkowi 50.
Oni o mnie nie pamiętają! Jestem jak powietrze! Jak powietrze! Przygotowywałam się do tego konkursu całe wakacje. Na początku września był powiatowy etap. Napisałam na maximum punktów. I co? I co? I nic. Przeszłam dalej. A rodzice? "Super, idź zrób lekcje!"
- Młoda - do pokoju wbiegł Sebastian. - Daj no mi tą starą portmonetkę, którą ci pożyczyłem 3 lata temu... Co ci? Czemu ryczysz?
- Wiesz który dzisiaj?
- 13 października.
- No i co?
- A co ma być?
W tej samej chwili rozległo się pikanie telefonu Seby. Wyjął komórkę z kieszeni i spojrzał na mnie z przerażeniem.
- Twoje urodziny... Nawet mam przypominacz w komie... Wszystkiego najlepszego... Prezent dostałaś od rodziców? - spojrzał na mnie i sam sobie odpowiedział. - Nie dostałaś...
- Miło, że zauważyłeś - oświadczyłam i sięgnęłam po chusteczkę. - Ale jesteś w tym odkryciu osamotniony. Idę do łazienki.
I poszłam. Słyszałam, jak Sebek mówi coś mamie, a ona na to:
- Co? Ewa jest z 13 października? Nie... Z grudnia... Serio? O. To trochę niezręcznie.
Rodzice nie wiedzą nigdy, jakie oceny dostaję. Kiedy mam imieniny. Ale pierwszy raz zapomnieli o moich urodzinach. Trochę mi smutno, ale już nie tak bardzo. Sebastianowi chyba zrobiło się głupio i mnie przeprosił. W sumie to ja już nie wiem, jak to z tym moim bratem jest. Zwykle agresywny i arogancki, ale honor ma.
Podoba Wam się?
Podoba się.
Tagi:
skomentuj
Superbe, cudowne i tak dalej. PoDoBa Mi SiĘ.
super! a tak w ogóle, to (jeśli chodzi o nastolatki) polecam "Niezwykły pamiętnik Betsaby Klarysy de Trop". Wyszły trzy części.
To dziwne. Czy chodzi o pustą skarbonkę? Szczerze mówiąc, nie myślałam o Tobie (; Ale faktycznie jest podobieństwo, przeczytałam specjalnie jeszcze raz.
Suuuper, bardzo mi się podoba, a przez pewne okoliczności mam wrażenie jakby chodziło w Twoich opowiadaniach o mnie lub o moją roodzinę ;)
Cudowne,czuje się jakbym tam była! Wspaniale piszesz.Uwielbiam książki o nastolatkach.Sama czytam wiele.Wypożyczam i jak się uda kupuje.No i oczywiście czytam twoje opowiadanie,bo bardzo fajne. :)
bardzo fajne
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.