Artykuł dodany: 2011-11-16 08:03:59 Dział: Wasze teksty
WASZE TEKSTY: 2 września cd.
Leżałam na łóżku nasłuchując. Za drzwiami hałasy powoli cichły. Ze łzami w oczach przysłuchiwałam się rozmowom rodziców, krokom na korytarzu, posapywaniu dobiegającym z pokoju Natalki, odgłosom gier komputerowych Kacpra i chlapaniu prysznica.
Dochodziła północ. Od paru godzin nie wychodziłam z pokoju. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam w telewizji. Wytarłam twarz w poduszkę i szturchając torbę, którą schowałam pod łóżkiem czekałam dalej. W końcu dało się słyszeć cichutkie „klik” wyłączników. Światła na korytarzu pogasły. Nie słychać było ani prysznica, ani telewizora, ani gier komputerowych, ani żadnych rozmów. Uchyliłam delikatnie drzwi i rozejrzałam się. Nikogo nie było. Wyciągnęłam torbę spod łóżka i jeszcze raz kontrolnie przejrzałam jej zawartość. Mapa Polski, pieniądze, telefon komórkowy, ubrania…
- Tak, chyba wszystko jest na miejscu - wymamrotałam do siebie.
Ostrożnie wysunęłam torbę na korytarz. Przeciągnęłam ją aż do końca korytarza i przystanęłam dużym pomieszczeniu podzielonym półściankami na kuchnię, salon i jadalnię. Zgarnęłam z kuchennej szafki trochę przekąsek, a z lodówki parę owocowych soków. Chciałam zrobić kanapki, ale nie zdążyłam, gdyż w salonie pojawił się tata. Nucąc jakąś melodię pod nosem wszedł do kuchni i ze zdziwieniem rozejrzał się wokoło.
- Mam wrażenie, że ktoś tu jest - powiedział do siebie.
Nagle wybiła północ.
3 września
Ja tymczasem zwinięta w kłębek siedziałam w szafce na garnki. W sąsiadującym ze mną schowku na kosz leżała moja torba. Tata zaparzył sobie herbaty i usiadł na fotelu w salonie. Akurat w telewizji leciał jego ulubiony program, więc byłam uziemiona. Wyściubiłam nos z szafki i nasunął mi się pewien pomysł. Po chwili stałam na parapecie w jadalni i mocowałam się z zasuwą otwierającą okno. Gdy mi się to udało przerzuciłam bagaż i sama wyskoczyłam na dwór. Cichutko przymknęłam okno. Mojego ojca tak wciągnął film, że nawet nie obrócił głowy. Tymczasem ja szłam po mokrej od deszczu trawie. Gdy byłam już wystarczająco daleko krzyknęłam:
„Porwana foko z Helu nadchodzę!”
Pociąg zaturkotał wesoło kołami. Po chwili ruszył ze stacji. Była szósta i poranny pociąg Warszawa-Hel zaczynał swoją podróż. Przedziały wypełniali zadowoleni turyści, którzy czekali tylko, by wylegiwać się na plaży. W przedziale numer 9 (ośmiomiejscowym, trzeciej klasy) siedziała trzyosobowa rodzina składająca się z mamy, taty i czteroletniego synka. Obok nich umiejscowiła się blondwłosa pani non stop rozmawiająca przez telefon, a naprzeciwko niej jej siostra bliźniaczka poprawiająca makijaż. Miejsce szóste przypadło panu w podeszłym wieku, ubranym w długi, czarny płaszcz i mały melonik. Przy jego nogach spoczywała skórzana teczka z wygrawerowanym napisem: K I SPÓŁKA. Potem było wolne siedzenie i na końcu moje.
Kiedy zatrzymaliśmy się na jednej z wiejskich stacyjek ktoś rozsunął drzwi przedziału. Do środka wszedł konduktor i rzucając krótkie spojrzenie na pasażerów, na jego twarzy zapanowało zdumienie.
- Witam wszystkich serdecznie w pociągu numer 512 na trasie Warszawa-Hel - uśmiechnął lekko. - Znajdujemy się na stacji Działdowo, w pobliżu naszego punktu startu. Mamy małe problemy techniczne, ale nie należy się tym martwić, w mig usterki zostaną naprawione.
Wszyscy pokiwali głowami. W tym czasie konduktor zwrócił się do bliźniaczek i jąkając się przetłumaczył im wszystko po angielsku. Potem pogrzebał w torbie i wyciągnął plik pozszywanych zszywaczem kartek.
- Anna, Paweł i Marcel Kowalscy - wyczytał.
- Jesteśmy - odpowiedziała mu radośnie rodzina.
- Mary i Kate Jones - sprawdzał dalej.
- Present - słychać było dwa amerykańskie głosy.
- Kornelia Jolanta Bogumiła Malinowska-Krasewicz - zapytał cicho i niepewnie.
Nikt nie odpowiedział.
- Kornelia Jolanta Bogumiła Malinowska-Krasewicz - powtórzył głośniej.
Znów cisza. Przez chwilę wydawało się jakby pan w płaszczu uśmiechnął się pod nosem.
- Pan… - nie dokończył, bo pan w płaszczu podniósł rękę na znak obecności.
- I na koniec… Filomena Parasolska - zwrócił się do mnie. - Czyż nie mam racji?
W odpowiedzi kiwnęłam głową. Zmęczony konduktor patrząc na mnie tak jakbym coś kombinowała sprawdził jeszcze szybko bilety i wyszedł, a ja rozejrzałam się po przedziale. Uświadomiłam sobie jak obciachowe imię i nazwisko wybrałam. Musiałam podać się za kogoś innego, bo jeżeli policjanci wysłani przez moich rodziców, którzy pewnie zgłoszą mój brak, będą mnie szukali po nazwisku to nie uda mi się tak łatwo im przeszkodzić.
Pan w płaszczu zerkał na mnie podejrzliwie zza swojej gazety. Zignorowałam to, choć ta osoba wydawała mi się podejrzana…
Tagi:
skomentuj
SUPER!!!!!!!
super-extra-fajowo-świetne! kocham to opowiadanie !!!!
Dzękuję za radę Nancy05:)
super choć staraj się unikać powtórzeń bo było ich kilka.
Dzięki pinkusia10 i Junior21:) Tą część napisałam już około dwa tygodnie temu, ale długo nie była wstawiana. Postaram się szybko napisać kolejną część i pisać od teraz częściej:)
nawet fajne
Świetnie! Pisz dalej (tylko trochę częściej :)
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.