Artykuł dodany: 2011-11-19 08:19:52 Dział: Wasze teksty
WASZE TEKSTY: Obudziłam się rano i nie bardzo wiedziałam gdzie się znajduję. Przez szpary w drewnianych ścianach szopy jasno zaglądało słońce, starając się nakłonić mnie do opuszczenia niewygodnego legowiska. Nie musiało się długo trudzić, ponieważ gdy tylko uprzytomniłam sobie, że dziś jest dzień zdania na Certyfikat, szybko zerwałam się z miejsca. Pech chciał, że potknęłam się o coś i dosyć niezdarnie sturlałam się z kupki siana, służącej mi za łóżko.
Gdy podniosłam się z ziemi, przez kilka minut musiałam zdejmować z siebie resztki kłosów.
Lecz to był dopiero początek mojego dzisiejszego pecha. Idąc do po ubrania, przecierałam oczy i przez własną nieuwagę wpadłam do wiadra z wodą z deszczówki. Mokra, podeszłam do mojej walizki i krzyknęłam tak, że szczury śpiące na niej, obudziły się i zwiały przed "Wielkoludem". Dwie białe, puszyste kuleczki i ciągnące się za nimi dwie różowe nitki. Brr.
Ubrana, wyszłam z zagrody i niespodziewanie poślizgnęłam się na błocie przez co musiałam pójść się przebrać.
Nagle coś mnie tknęło. Podbiegłam do mojej torby i wyjęłam z niej kalendarz. Szybko sprawdziłam datę i wszystko stało się jasne. Dziś był piątek 13. Z reguły nie jestem przesądna ale tyle nieszczęść w ciągu zaledwie pół godziny nie zdarza się w zwykłe dni tygodnia. Schowałam kalendarz i szybko, omijając błoto, pobiegłam na śniadanie.
W kuchni zastałam już tylko Ulę i Hanię, które zostawiły mi trochę pyszności na swoich talerzach. Jeśli ktoś pomyślałby, że moja własna wychowawczyni mnie głodzi, to na szczęście jest w błędzie. Otóż na początku "Obozu Przetrwania" pani wyjaśniła nam, że posiłki są w wyznaczonych godzinach i oni nie będą czekać ani minuty dłużej lub krócej. Skoro takie są zasady, to trzeba się ich trzymać.
***
- Dziś jak wiecie, zdajecie na Certyfikat Wieśniaka. - zaczęła Pani Marysia.
- Zasady są takie: każdy z was dostaje miskę z brudnymi rzeczami i swoją drogą ma dojść do rzeki oddalonej niedaleko stąd. Tam macie znaleźć balię i tarkę do prania oraz mydło. Każda z tych rzeczy jest tylko jedna. Po wypraniu, macie znaleźć sznurek i wysuszyć na nim ubrania. Ten kto pierwszy ukończy zadanie wygrywa. Zrozumiano? Jakieś pytania?
- A gdzie mamy ubrania? - zapytałam nieśmiało.
- Musicie je znaleźć po drodze, a teraz ruszajcie - powiedziała i poszła w nieznanym mi kierunku.
Staliśmy jeszcze przez chwilę osłupieni ogromem zadań lecz w pewnej chwili coś drgnęło i obydwoje rzuciliśmy się biegiem do rzeki, po drodze nie spuszczając z oka żadnej z możliwych kryjówek. Znając możliwości tej rodziny, gdy mijając wiatrak ujrzałam na jego ramionach jakieś rzeczy, od razu wiedziałam, że mam je zdobyć. Adam chyba ich nie zauważył ponieważ pobiegł dalej.
***
Gdy stanęłam przed wiatrakiem ogarnęło mnie lekkie przerażenie. Drewniane, lekko spróchniałe schody prowadziły do również drewnianych, mocnych starych drzwi. Zapukałam dwa razy i nacisnęłam klamkę. Drzwi były otwarte, więc weszłam. W środku usłyszałam tylko wyraźny dźwięk wiatraka.
- Halo! - krzyknęłam. - Jest tu kto?
- O co chodzi? - usłyszałam chrapliwy głos za sobą.
Krzyknęłam i z bijącym sercem się odwróciłam. Przed sobą ujrzałam najdziwniejszą postać jaką w życiu widziałam.
Mężczyzna stał w półmroku ale nawet w takim świetle można było dostrzec wiele głębokich zmarszczek na jego twarzy. Był niski i zgarbiony, opierał się na lasce. Od czasu do czasu łypał na mnie swoimi dużymi, niebieskimi oczami, wyrażającymi smutek i cierpienie, którego nie mogłam zrozumieć.
Jego policzek przecinała długa blizna, zapewne po wojnie. Odziany był w stare łachmany i na pierwszy rzut oka przypominał żebraka.
- Ja... ja... chciałam się zapytać, cz mogłabym zdjąć ubrania z pana wiatraka - powiedziałam drżącym głosem.
- Co? Nie wiem, możesz, idź na górę - warknął i znikł w ciemnościach.
Pozostałam sama i niepewnie weszłam na kolejne piętro wiatraka, nie rozumiejąc o co chodziło temu zgredowi. Dopiero gdy zobaczyłam okno, przez które co rusz widać było przelatujące ramię wiatraka z wiszącą na nim rzeczą, zrozumiałam. Szybko się uwinęłam i gdy miałam podziękować, okazało się, że nigdzie nie było widać dziadka. Nie chciałam zapuszczać się w nieznane mi rejony tego tajemniczego miejsca więc szybkim krokiem skierowałam się do wyjścia, jednak przez cały czas miałam wrażenie, że jestem obserwowana.
***
Wreszcie znalazłam się nad rzeką. Adam najwyraźniej wciąż szukał ubrań, ponieważ nigdzie nie było go widać. Ucieszyłam się niezmiernie i rozpoczęłam poszukiwanie balii, tarki i mydła. Niestety popełniłam głupi błąd ponieważ zostawiłam moje zdobyte ciuchy na brzegu. W tym momencie Adam wyskoczył zza krzaków i zabrał mi miskę z ubraniami. Gdy się zorientowałam, szybko podbiegłam do niego i zaczęliśmy się kłócić, a następnie wyrywać rzeczy.
Słońce prażyło niemiłosiernie, rzeka płynęła szybkim nurtem, w dali widać było niebezpieczne, powalone na rzekę drzewo, brzeg był stromy, a z nas lał się pot. Zaczęło robić się niebezpiecznie. Obydwoje potraktowaliśmy to poważnie i zażarcie walczyliśmy o zdobyte ubrania. Otarłam się o gałąź i z ręki poleciała mi maleńka strużka krwi. W pewnym momencie, Adam postawił nogę na samym brzegu i zachwiał się. Niestety chłopak stał na skraju, a ziemia pod nim osunęła się i wpadła do wody wraz z Adamem.
Z moich ust wydarło się rozpaczliwe: "Adaaam!" i skoczyłam do wody zaraz za nim.
Tagi:
skomentuj
Lubię to :)
Superowe!!!
Oczywiście z Adama ta Wredota (;
Emocje, emocje, emocje. Pomyślałam tak samo jak Ty, Nel! Jaka wredota!
Jaki ten Adam wredny! Ja bym za nim chyba nie wskoczyła bo to się nazywa sprawiedliwość! A opowiadanie super!
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.