Artykuł dodany: 2011-12-15 11:26:03 Dział: Wasze teksty
WASZE TEKSTY: Kartka Trzecia
Chłopiec stał przed wielkim, srebrnym lustrem w swoim pokoju. Rzadko spędzał tu czas - przychodził tu tylko po to, by wybrać sobie ubrania z małej garderoby i doprowadzić do minimalnego porządku swoje włosy. Mimo, iż znajdowało się tu ogromne łóżko z baldachimem i szmaragdową pościelą, Matthew zawsze spał w salonie, na tym samym jedwabnym fotelu, co pierwszego dnia. Zawsze.
Ciemne tęczówki patrzyły obojętnie w odbicie, gdy chłopak próbował przygładzić palcami odstające we wszystkie strony białe włosy. Nigdy nie zastanawiał się, dlaczego były takiego koloru - a były naprawdę niezwykłe i dla postronnego człowieka mogły wydawać się nawet nieprawdopodobne. Oczy z ciemnymi rzęsami, okalającymi prawie czarne tęczówki, ale ładne, duże i przejrzyste. Blada skóra, która nigdy nie zaznała słońca. Twarz ściągnięta w tym samym, nieodczytanym wyrazie, delikatnie zakreślone usta. Jego urok polegał na tym, że od kilku lat praktycznie w ogóle się nie zmieniał - co prawda urósł trochę, ale jego buzia nadal była dziecięca, niepozorna i spokojna.
Trochę zdenerwowany Matt chwycił w końcu szczotkę i rozpoczął swoją codzienną walkę z małymi kołtunkami, które pojawiały się na jego głowie po każdej nieprzespanej nocy. Dziś znów mu się to śniło.
Obudził się. Lysander, z równie jasną sierścią jak jego włosy, przysiadł na progu salonu i niecierpliwie machał ogonem. Rozespany Matt ze zdziwieniem zauważył, że się skurczył - był mniej więcej tego samego wzrostu, co przeciętny czterolatek.
Ziewając, ruszył za zwierzakiem do przedpokoju.
Nagle gwałtownie się zatrzymał. Jego kot najwyraźniej chciał złamać wszelkie zasady panujące w tym domu - chciał wejść na piętro.
Zupełnie rozbudzony już chłopiec gwałtownie pokręcił głową, przywołując do siebie nieposłusznego Lysandra. Kot spojrzał na niego uważnie, a potem uczynił dziwny gest łapą - ustawiając się bokiem do niego, uniósł łapkę i wskazał na schody. Po czym sam zniknął w ciemnościach.
Matthew chciał się ruszyć, przywołać go, zrobić... cokolwiek. Ale ponieważ to był sen, zacisnął tylko ręce w małe piąstki i ruszył po zimnych, obcych schodach. Już po kilku stopniach zrobiło się całkowicie ciemno, jednak wiedziony jakimś dziwnym impulsem, nie zawrócił się po lampkę. I tak doszedł do pierwszego piętra.
Korytarz był pusty i chłopiec nie miał pojęcia, gdzie znajduje się Lysander. Miał przeczucie, że nie powinien się teraz odzywać. Postąpił kilka kroków i stanął jak wryty.
W ciemności zobaczył dwie wielkie, błyszczące, niebieskie tęczówki. W normalnych okolicznościach stwierdziłby, że to właśnie jego kot, ale... oczy znajdowały się na wysokości jego własnych. Co oznaczało, że ktoś tam jest.
Zanim się powstrzymał, z jego ust wydobył się cichy, dziecięcy pisk. Cofnął się trochę, próbując wymacać placami włącznik na ścianie. Niebieskie oczy powoli się zbliżały, wcale nie mrugając. Jeszcze tylko trzy metry... dwa...
Poderwał się z krzykiem, przez przypadek zrzucając ze swego posłania śpiącego Lysandra. Kot zamiauczał przeraźliwie i ze zjeżoną sierścią schował się pod fotelem.
Matthew starał się, jak mógł, ale za żadne skarby nie mógł go wyciągnąć. Zwierzak fukał i prychał w jego kierunku za każdym razem, gdy ten pochylał głowę, by na niego spojrzeć. Zwinąwszy się w kłębek, pozostał tam tak długo, aż zrezygnowany chłopiec sobie nie poszedł.
I tak Matthew trafił do swojego pokoju. Dając sobie spokój z włosami, zabrał się za wybieranie ubrania. A nie było to wcale takie proste.
Jego szafa działała na podobnych zasadach, co lodówka, czyli wbrew wszelkim prawom fizyki. Było w niej umieszczone pięć wieszaków - każdy odpowiadający innej porze dnia - i jedna, malutka szufladka na bieliznę. Zdjąwszy niespiesznie niebieską piżamę w kropki, wybrał kolorową bluzę w paski i jeansy. Reszta wieszaków składała się na strój wizytowy (nie miał pojęcia, po co tam wisiał), kilka par spodni i T-shirtów, piżamę oraz jeden komplet na zmianę. Ten ostatni, wbrew pozorom, bardzo się przydał, gdy robiąc świąteczne ozdoby na choinkę pobrudził się klejem i brokatem. Srebrne drobinki w jego jasnych włosach świeciły się przez trzy dni.
Gdy wszedł do salonu, zastał Lysandra smacznie chrapiącego na mięciutkim kocu w fotelu. Uśmiechając się nieznacznie, przyklęknął obok niego i zaczął delikatnie głaskać jasne futerko. Zwierzak ziewnął po kociemu i zamruczał. Matthew wiedział, że nie potrafiłby się na niego obrażać.
Rewela! b
Tagi:
skomentuj
Świetne!!!!
I znowu genialne!
Kurczę... To jest dopiero opowiadanie... Podziwiam jak najbardziej!!! :);)
Roxanne masz talent Pisz następne części bo są super! :)
Hmmm... Nie chcę być niemiła, ale radzę najpierw trochę uważniej wczytać się w dwie pierwsze części, bo tam wszystko jest wyjaśnione...
To jak on mógł robić zakupy?
do agachi - tak, tak, nigdy nie wychodził z domu, właśnie o to chodziło. ;)
Bardzo fajne!
Fajne. Tylko przecież on nigdy nie ruszał się z domu, tak? Bo może jakoś inaczej zrozumiałam. ;)
świetne, super piszesz, jedno z najlepszych opowiadań na VJ. Już nie mogę się doczekać na kolejne!
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.