logo junior

Gałęzie Canarie Rami cz.2 - April (Ania Olichwer)

Artykuł dodany: 2012-01-11 11:10:25 Dział: Wasze teksty

WASZE TEKSTY:  Rozdział 2. 

Słońce wlewające się przez otwarte okno i wrzaski pani Wei skutecznie mnie obudziły. No właśnie... jakie wrzaski? Szybko się ubrałam i pobiegłam przez korytarz szukając źródła dźwięku. Kiedy prawie staranowałam dzieci idące na śniadanie, postanowiłam zwolnić.

Gdy zbliżyłam się do biura pani Wei, dźwięki stawały się coraz głośniejsze. Otworzyłam ciężkie, mahoniowe drzwi i po cichu weszłam do pokoju. W pomieszczeniu nie było nikogo, ale nieludzkie krzyki dochodziły spod podłogi! Przeszłam się po podłodze zważając na natężenie dźwięku. Nagle idąc po dywanie usłyszałam: kilk!

Spoglądając na kolorowe paski dywanu jeszcze raz po nim przeszłam.

Kiedy już chciałam się poddać, coś zaczęło dziać się z kolorem dywanu. Z błękitnego stał się zielony, z zielonego czerwony, z czerwonego pomarańczowy. Gdy już myślałam, że coś zepsułam i, że nic się dalej nie stanie na dywanie pojawiły się dwa pierścienie, coś jakby oko, ale z pionową źrenicą. Zaczęło mrugać. Jakaś dziwna siła przyciągała mnie w jego stronę. Stanęłam na oku. Na początku pomyślałam, że nic się nie stało, ale jednak. Źrenica poruszyła się i zanim zdołałam krzyknąć już zjeżdżałam na dół.

Zjechałam do ogromnej hali, rozświetlonej jedynie ciepłym blaskiem świec. Wyglądała jak zwykła, ale ciemna sala do W-Fu, lecz z swoim wyposażeniem, z powodzeniem mogła by być salą treningową do różnych sztuk walki. Były tu cienkie szpady, jak i srebrzyste miecze, yawary, zwykłe, drewniane kije, sai oraz manekiny ćwiczebne. Po środku pomieszczenia stała pani Wei uśmiechając się. Była ubrana w czarny podkoszulek i szorty. Włosy miała związane w tradycyjny chiński kok.

Zauważyłam drobne, srebrne pasemka na jej nieskazitelnie czarnych włosach. W rękach trzymała dwie, ciemne katany.

Obejrzałam się, ale nikogo tu nie było, oprócz mnie i opiekunki.

- No, nareszcie przyszłaś - powiedziała rzucając mi jedną z broni. - Złap, a przekonamy się czy można czegoś ciebie nauczyć.

Gdy tylko moja ręka dotknęła katany, pani Wei zaatakowała. Pchnęła mnie w bok, a ja złożyłam się w pół. Ostrożnie zdołałam się podnieść, ale moja opiekunka nie traciła czasu. Uderzyła mnie w plecy tępym ostrzem miecza. Niezdarnie odbiłam kolejne cięcie, lecz przy okazji wystawiłam się na pchnięcie w bok głowy. Chinka oczywiście nie zmarnowała okazji sprawiając, iż skończyłam na podłodze z ostrzem pod brodą.

- Pfff... - wydęła wargi kucając przed moją zmaltretowaną osobą. - A jednak jesteś beztalenciem, bez jakiejkolwiek szansy na naukę. No i wiele lat zajęć sztuk walki poszły na marne. A podobno twoja stara mentorka była najlepsza.

Wspomnienie o mojej nauczycielce rozwścieczyło mnie. Była najlepszą mentorką i zginęła podczas pożaru pagody w rodzinnym mieście w południowych Chinach.

Znów złapałam za katanę. Nie wiedząc co robię, podbiegłam do pani Wei i zamierzyłam się. Uderzyłam ją płazem w głowę. Gdy odwróciła się poczułam coś spływającego, jakby jakąś siłę czy moc. Sięgnęłam w tamtą stronę i ukierunkowałam energię do rąk. Odrzuciłam katanę i dłonią uderzyłam ją w twarz. Kolana się pod nią ugięły, a białka wywróciły do góry nogami i zemdlała.

 

***

 

- Pani Alino, pani Alino pomocy!!! - krzyczałam tak biegnąc przez chodnik do jej domu.

Kiedy stanęłam przed jej drzwiami zaczęłam natarczywie pukać do drzwi.

- Proszę otworzyć pani Alino, to ja Julia!

Drzwi otworzyły się ukazując znaną mi postać. Złapałam ją za rękę i pociągnęłam za sobą.

- Pani Alino, pani Wei... Ona...

- Dobrze dziecko, już dobrze. Daj mi moment wezmę potrzebne rzeczy.

Po nie całej minucie biegłam już przez korytarz, do biura pani Wei.

Tłumaczyłam sąsiadce co się stało, celowo omijając fragment z pradawną mocą. Weszłyśmy do hali po parokrotnym przejściu po dywanie i zastałyśmy panią Wei siedzącą pod ścianą. Trzymała się za nos i wargę z której ciekła krew.

- Dlaczego musiałaś użyć właśnie tej metody, Praj? Czy czasy Asturiego nic cię nie nauczyły?

Pani Wei chrapliwie wciągnęła powietrze i odpowiedziała:

- To była jedyna metoda, hmpf...- zatkała usta i nos dłonią, aby zapobiec kolejnemu wylewowi krwi.

- Julio, musimy przetransportować ją do mojego mieszkania.

- No dobrze, tylko jak to zrobić?

- O ile się nie mylę, w torbie powinnam mieć jedną z filiżanek.

- Jakich filiżanek? - popatrzyłam na nią z niedowierzaniem.

- Tych z, których wczoraj piłyśmy - odpowiedziała ze stoickim spokojem.

Spojrzałam na nią. Co pomoże filiżanka przy wykrwawiającej się osobie?

- Julio jeśli nie chcesz aby Prej, znaczy pani Wei się wykrwawiła, rusz się wreszcie!

Podeszłam do torebki. Włożyłam do niej rękę i prawie od razu natrafiłam na uszko od filiżanki. Podałam je pani Alinie, a ona ku mojemu zdumieniu rzuciła nim o podłogę. Z małego kubeczka wysypał się pomarańczowy pył, który kobieta pozbierała do fiolki.

- Pół do ust, a pół do chorego - mruczała wymierzając ilości i przesypując proszek z jednego flakonika do drugiego.

Z jednej fiolki wsypała pył do ust pani Wei i powiedziała do mnie:

- Za pięć minut masz być w moim domu. To co się dzieje, dzieje się naprawdę.

Po tych słowach połknęła proszek z drugiego flakoniku i zniknęła z ranną w chmurze aromatycznego dymu.

 

***

 

Pobiegłam do domu pani Aliny. Kiedy stanęłam przed nim i zapukałam, drzwi same się otworzyły. Nieśmiało weszłam do środka, szukając wzrokiem obu kobiet. Zastałam je w kuchni śmiejące się przy herbacie.

Po pani Wei, nie można było poznać, że coś się stało.

- Czy mogłybyście obie mi wreszcie wytłumaczyć co się stało i dzieje się ze mną cały czas!?

- Już, kochanie - powiedziała pani Alina. - Zaparzyć Ci herbaty?

- Poproszę - powiedziałam patrząc na stojaki z kubkami. - Tylko nie w tych filiżankach!

- Prej, czy mogłabyś zacząć opowiadać?

- Oczywiście... Hmmm. Może zacznę tak - zastanowiła się i poczęła snuć opowieść. - Jak już pewnie zdążyłaś się domyślić, nie jesteśmy do końca normalne.

- No wiesz, to było bardzo trudne do zauważenia! - powiedziałam z nie ukrytą ironią. - Zwłaszcza, że masz nie do końca chiński akcent i zawsze mówiłaś, że nie cierpisz farbowanych włosów.

- Nie mam pofarbowanych włosów - powiedziała mierząc mnie wzrokiem. - To jeden z niewytłumaczonych zjawisk naszego świata.

- Ale... jak to? - zapytałam łamiącym się głosem. - Jak to możliwe, że na kuli ziemskiej są dwa światy?

- Właśnie. Nasi astrologowie badają to zjawisko od wieków, ale na razie nikt tego nie odkrył. I proszę, nie wtrącaj mi się więcej, bo stracę wątek.

- Przepraszam, mów dalej.

- No więc... Nie jesteśmy normalne, w sensie ludzkim. Nasz świat nazywa się Quentar i podzielony jest na sześć granic. Granice: lwa, kota, smoka, wilka i pantery.

- A szósta granica? Wymieniłaś tylko pięć. Przepraszam.

- Właśnie zamierzałam do tego dojść. Szósta granica to granica omnes, granica... jakby to przetłumaczyć na polski?

Spojrzała na panią Alinę.

- Granica wszystkiego - powiedziała.

- Tak. To dobre słowo. Granica wszystkiego to jedyna granica, która zaginęła w zupełności. Nie ma już żadnego z nich.

- Czemu jesteś smutna? Czy Ci z granicy omnes to twoja rodzina?

- Julio, nie zadawaj tylu pytań!

- Przepraszam, nie chciałam cię urazić. Czy możesz opowiadać dalej?

- Niech Alina dalej mówi. Muszę pomóc przy dzieciach - z tymi słowami wyszła z domu.

- Co ją ugryzło?

- Jeśli będzie chciała sama ci powie. Tym czasem ja dokończę opowieść - powiedziała. - Na każdej granicy jest parę osób mających niecodzienne zdolności. Są zmienni, widzący i uzdrawiający. No, istnieją także virtuti, dosłownie znaczący "moc", ale oni nie występują już od czasów wszechstronnych, czyli jakieś... 500 lat! Chociaż istnieje pewien wolumin, którego na twoje szczęście jestem strażniczką. Opisuje on przepowiednię ujrzaną we śnie przez Widzącego z granicy kota. Mojej granicy.

Poszła do salonu, a ja za nią. Gdy weszłam do pomieszczenia, zobaczyłam Alinę siedzącą na krześle i czytającą opasłe tomiszcze.

- Zdaje mi się, że gdzieś tu jest... o mam!

Odchrząknęła i przeczytała:

"Drogi zbiegną się ludzkiego, ale nie ludzkiego z czarnym księciem, Światu o sześciu granicach zacznie grozić niebezpieczeństwo. Zapadnie mrok. Plemię kota i wilka zjednoczy się, by razem wyszkolić następcę. Wojownika z Canarie Rami."

 

To fragment mojej opowieści "Gałęzie z Canarie Rami.

Pozdrawiam April (Ania Olichwer)

 

Brawo.

Tagi:

Komentarze

skomentuj
Aby móc komentować, proszę się zalogować
avatar

Dianka001 Ocena : 5

Dodano 2012-01-11 20:13:52

Fajnie piszesz, masz rozwinięte słownictwo, ale czytając to mam wrażenie, że albo czegoś nie rozumiem, albo coś pominęłaś...

avatar

Athena Ocena : 5

Dodano 2012-01-11 14:52:58

Bardzo fajne.

partnerzy

  

rss

Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.

Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.


© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.