logo junior

Całkiem Zwyczajna Opowieść, cz. 5 - Roxanne

Artykuł dodany: 2012-01-17 10:50:53 Dział: Wasze teksty

WASZE TEKSTY: Matthew otworzył ze znudzeniem lodówkę, zabierając talerz z obiadem. Zupa jarzynowa może i nie była jego ulubionym daniem, ale dzisiaj wszystko smakowało jakoś gorzej.

Od rana, począwszy od spuszczenia zimnych stóp na dywanik przed fotelem, a kończąc na przejściu do kuchni, czuł się przygnębiony i zdołowany. Nie był to jego zwyczajny nastrój. Zdawało mu się nawet, że...

...nigdy w życiu nie będzie już szczęśliwy. Co z pewnością nie było normalne. Było przerażające.

Nie miał pojęcia, co się z nim dzieje. A przecież tajemniczy sen nie pojawił się ani razu od przeszło trzech tygodni. Gdy starał się przypomnieć twarz błękitnookiej dziewczynki, w głowie nagle świtała mu pustka i nie potrafił się na niczym skupić. W taki sposób rozlał dziś całą poranną herbatę na wycieraczkę w przedpokoju.

Wystarczył mu jeden rzut okiem na schody - i już jego mózg wyłączał się, nie panując nad resztą ciała. Brak władzy nad niczym, oprócz nóg i oczu, paraliżował go całkowicie. Powoli zaczynał bać się o swoje zdrowie - co będzie, jeśli pewnego dnia podczas "ataku" (jak nazywał to w myślach) przewróci się na szafkę i zrobi sobie krzywdę? Ta paniczna myśl nakręcała go jeszcze bardziej, skutkiem czego było ciągłe rozdrażnienie. Potrafił nawet zbesztać Lysandra za to, że za głośno mruczy, przeszkadzając mu w czytaniu. Zwierzak myśląc, że jego pan robi to specjalnie, znikał na coraz większe odstępy czasu. Zdarzało się, że nie widział go cały dzień.

Matthew potarł z roztargnieniem powieki. Nie wysypiał się wcale, mimo, że jego sny znów były normalne. Czasem przejawiała się w nich Elaine, czasem kot z czarnymi oczyma. Kiedyś wydawały mu się niezwykle ważne, zwłaszcza te o swojej niani. Teraz nie budziły w nim żadnych większych odczuć. Stał się obojętny na wszystko, co było dla niego do tej pory ważne.

Nie przypuszczał do wiadomości, że tamte sny... że mógłby na nimi... tęsknić.

Wstając codziennie rano, czuł ukłucie gdzieś w okolicach żołądka. Takie, kiedy ktoś zleca ci do rozwiązania zagadkę, a ty nie potrafisz znaleźć tropu. Jakbyś schodził po schodach i nie trafił na stopień. Można by rzec, że funkcjonował w kilku trybach - spanie, jedzenie, czytanie, jedzenie, czytanie, jedzenie i znów spanie.

Każdego dnia tracił coraz więcej chęci, by zrobić cokolwiek. Nawet początkowa złość z czasem mu przeszła.

I nagle, niosąc do salonu ciepły posiłek, uświadomił sobie jedną rzecz. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Brak tamtych snów wysysał z niego całe życie.

Momentalnie znieruchomiał, upuszczając na podłogę szklane naczynie. Miska w promieniu półtora metra roztrzaskała się na drobne kawałki, a płyn wylał na posadzkę i pozostawił po sobie wielką kałużę. Ramiona chłopaka napięły się, a ręce bezwiednie opadły wzdłuż bioder. Jego głowa usilnie starała się wyrzucić obraz białej pustki, przedstawiającej mu się przed oczami. Po kilku sekundach zadrżał i poruszył w miejscu nogami. Kilka szkiełek wylądowało dosłownie milimetry od jego stóp. Zrobił duży zamach i przeskoczył przez niebezpieczną przeszkodę, modląc się w duchu o nie poranienie sobie pięt. Obejrzał się do tyłu, chwycił miotłę opartą o framugę pokoju i zaczął zamiatać. Pod powiekami poczuł piasek i gdy tylko skończył, rzucił się na fotel, zasypiając głęboko.

Gdy się obudził, była szesnasta. Na dworze zrobiło się zupełnie ciemno i przez chwilę Matthew mrugał ze zdziwieniem oczami, póki nie zerknął na kalendarz. Był grudzień. Dopiero po dobrej chwili dotarło do niego, że niedługo Boże Narodzenie.

Miał dokładnie tydzień.

Wywrócił posępnie oczami, pokazując kalendarzowi, co myśli o tym święcie. Jeśli było dla niego coś gorszego niż brak jakiegokolwiek odzewu ze strony Świętego Mikołaja, to tylko samotna Wigilia. Nie rozumiał, dlaczego inni ludzie poświęcają mu tyle czasu i emocji. Ta wspaniała kolacja, którą raczył oglądać w różnych książkach, nie różniła się tu niczym od każdej innej. Z taką różnicą, że jadł ją przy specjalnym stole postawionym w rogu salonu, a nie na kolanach. I składała się z dwunastu potraw, których nienawidził z całego serca.

Dając upust swemu zażenowaniu, kopnął bosą stopą w nogę fotela. Lysander znów się gdzieś zaszył i wcale nie miał zamiaru go szukać. Po części dlatego, że z pewnością nie potrafiłby poprawić mu humoru.

Usiadł na poduszce, masując sobie nogę.

"Właśnie został zaburzony mój zwykły tryb dzienny" - pomyślał z roztargnieniem. Ponieważ było ciemno, a miał tylko jedną lampę, nie mógł czytać. Ponieważ nie mógł czytać, nie miał się czym zająć przez resztę wieczoru. Ponieważ nie miał czym się zająć, jego mózg uległ bardzo szybkiej dezorientacji i przez chwilę wpatrywał się tępym wzrokiem w przestrzeń. Odechciało mu się wszystkiego.

Tak dalej być nie mogło.

Nagle wpadł na naprawdę szalony pomysł. Usiadł spokojnie w fotelu, nogi oparł o podłogę, dłonie zacisnął na miękkim materiale. Otworzył oczy i postarał się przypomnieć wszystko, co dotyczyło owej dziwnej dziewczynki ze snów. Tym razem jego głowę przeszył ostry ból, jakby ktoś uderzył go od tyłu. Zacisnął zęby, starając się oprzeć temu zjawisku. Przecież to jego ciało! On powinien na nim panować, on, tylko on!

- Jesteś pewny? Dasz sobie radę?

Tym razem nie ujrzał niczego, co powitał z dużą ulgą. Był natomiast pewien, że głos dochodzi gdzieś z tyłu, jakby z czaszki... Miał niemiły wydźwięk - przemawiał przez trochę starszą od niego dziewczynkę z ostrą chrypką.

Zerknął niespokojnie do tyłu, ale znów coś go uderzyło, tym razem lżej, w kark. Odwrócił z jękiem głowę. Nie bardzo wiedział, co oznaczały te pytania. Przy obecnym stanie nie potrafił już racjonalnie myśleć, odpowiedział więc pospiesznie:

- Tak...

Ból jednak nie ustawał. Zdawało mu się, że trwa to godzinami i lada chwila zemdleje.

W najmniej spodziewanym momencie, wszystko zniknęło tak szybko, jak się pojawiło.

Matthew łapał spazmatycznie powietrze. Otarł wierzchem dłoni spocone czoło, na próbę przywołując w myśli swój sen. Było to bardzo nierozsądne, ale cały rozsądek wyparował z jego głowy i nie pozostawił po sobie ani śladu. Przed oczami ujrzał wielkie, niebieskie tęczówki, uśmiechniętą twarz bladej dziewczynki i mimowolnie się uśmiechnął. Pamiętał wszystko tak, jakby to było wczoraj. I mógł to zrobić bez żadnego oporu.

Rozchylił powieki i przeciągnął się, ziewając. Wiedział już, co zrobi tej nocy.

 

Cudowne. b

Tagi:

Komentarze

skomentuj
Aby móc komentować, proszę się zalogować
avatar

pingwin Ocena : 5

Dodano 2012-04-10 10:20:15

zgadzam się z nancy05 cudowne

avatar

gnomek Ocena : 5

Dodano 2012-01-22 18:33:42

Uch... Napisane jak zawsze z gracją i lekkością. Zwroty akcji, piękne i dokładne opisy. Masz cechy prawdziwej pisarki! Może moje słowa się nie liczą, ale ty musisz napisać książkę! Chętnie dałbym Ci 6, a nawet więcej.

avatar

Nancy05 Ocena : 5

Dodano 2012-01-17 22:09:01

No, cóż mogę powiedzieć o tak wspaniałym opowiadaniu. Aż zapiera dech w piersiach.

avatar

Zuźka Ocena : 5

Dodano 2012-01-17 21:10:53

cudowne opowiadanie. Plastyczne i wg :)

avatar

agachi Ocena : 5

Dodano 2012-01-17 20:22:41

Fajne, niespodziewane zwroty akcji..;)

avatar

Athena Ocena : 5

Dodano 2012-01-17 17:56:42

Masz OGROMNY talent!!!!!!!!!!!!!!!!! Mam wielką ochotę dać ci 6 !!!!!!!!!! Świetne!

avatar

Lulka002 Ocena : 5

Dodano 2012-01-17 15:14:28

Zgadzam się z redakcją. Cudo! :)

partnerzy

  

rss

Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.

Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.


© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.