Artykuł dodany: 2012-01-25 16:38:11 Dział: Wasze teksty
WASZE TEKSTY: Dawno, dawno temu, za górami, za morzami, w lesie liściastym nieopodal miasta Esalung, żył chłopak o imieniu Asparuch (czyli po elficku odważny jak lew), który nie znał swojego pochodzenia.
Odkąd pamiętał wychowywały go nimfy, driady, elfy i mówiące zwierzęta. W swoim życiu słyszał wiele pogłosek, plotek i historii o swoim powstaniu. Jedne mówiły o tym, że przyniosła go tu smoczyca inne, że jest demonem, który powstał z ognia i lawy. Nic z tego nie było prawdą, gdyż po pierwsze wszystkie pobliskie smoki i smoczyce zaprzeczały, co do faktu przyniesienia chłopczyka, a po drugie to żeby chłopiec był demonem było niemożliwe, bo Asparuch był bardzo miły i kulturalny jak na swój wiek. Nosił on ubrania z liści i mchu, które szyły mu leśne driady. Chłopiec nie wiedział, co to miejskie życie, bo nigdy nie wychodził poza teren lasu i pobliskiej łąki. Jego największym przyjacielem był, starszy od niego tygrys Bernard, z którym spędzał mnóstwo czasu. Bernard był dla chłopca jak brat, razem bawili się, jedli i spali. Nigdy się nie rozstawali. Pewnego dnia po zabawie leżeli na mchu i rozmawiali.
- Jak myślisz skąd się wziąłem? - spytał chłopak. Już od dawna to pytanie nie dawało mu spać.
- Nie wiem... - odparł Bernard, lecz Asparuch nie pozwolił mu skończyć.
- No bo zauważyłeś pewnie, że od jakiegoś czasu męczy mnie to pytanie - ciągnął młodzieniec.
- Wiem - odrzekł Bernard - szczerze mówiąc zacząłem się o ciebie martwić. Mało jesz, nie śpisz, nie chce ci się bawić. Rozumiesz chyba, że tak długo nie wytrzymasz.
- Rozumiem to, ale to dla bardzo ważne - zaczął Asparuch – dopiero od niedawna zdałem sobie sprawę, że ja tak naprawdę nie mam prawdziwej rodziny!
- Wiem, o co ci chodzi - mówił Bernard wyraźnie zamyślony – Wpadłem na pewien pomysł.
- Jaki, jaki!? - Asparuch wyraźnie się ożywił.
- Chodźmy do Emilii, ona coś poradzi - wpadł na pomysł Bernard.
Poszli więc.
Emilia była elficą, opiekunką Asparucha. To ona pomagała mu w trudnych chwilach, jednym słowem była dla Asparuch przybraną matką.
- Witaj Emilio - przywitał się Bernard.
- Och, witaj Bernardzie cześć Asparuch. Co was dzisiaj do mnie sprowadza?
- Cześć Mamo - zaczął nerwowo chłopczyk. Nigdy nie zastanawiał się jak ma rozmawiać z „mamą” na ten trudny temat - uważam, że to najwyższa pora, abyś, mi wyjawiła skąd ja pochodzę i skąd się tu wziąłem!
Przez chwilę wszyscy milczeli. Jako pierwsza odezwała się Emilia.
- Wiedziałam, że kiedyś cię to zainteresuję, lecz nie miałam pewności, kiedy to się stanie. Nie denerwuj się, wszystko ci powiem. Szesnaście lat temu, gdy przechadzałam się po lesie, na ścieżce zauważyłam niewielki kosz. Na początku mnie to ani trochę nie zaskoczyło, ludzie zostawiają tyle rzeczy w lesie. Lecz po dokładniejszym przyjrzeniu się zauważyłam, że w koszy coś leży, lecz nie przedmiot, ale coś żywego. Co prędzej podbiegłam znaleziska. W koszu byłeś ty i ten pakunek- mówiąc to Emilia wręczyła Asparuchowi zawiniątko, na którym było zapisane: „Proszę zajmij się tym chłopcem a gdy dorośnie wręcz mu ten paczkę”.
Chłopcu w kącikach oczy pojawiły się łzy. Nie wiedział, co ma zrobić w tej sytuacji. Nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji ze strony przybranej matki. Z zamyślenia obudził go dopiero głos Bernarda:
- Nie otworzysz jej. Tam może być odpowiedź na twoje pytanie?
Po tych słowach Asparuch zaczął delikatnie odwijać papier, w którym był zawinięty dziwny przedmiot. Po chwili z papieru wyłoniło się srebrne ostrze miecza. Asparuch wyjął broń a z resztek opakowania wyleciała mała karteczka, na której było napisane:
„Synu zapewne jesteś już duży i chciałbyś wiedzieć, kim naprawdę jest twoja rodzina. Pewnie jesteś na nas zły, że zostawiliśmy cię w lesie, ale robiliśmy to dla twojego dobra. Zapewne zastanawiasz się gdzie jesteśmy? Więc jesteśmy teraz w Mantarii- uwięzieni w wieży przez złego króla tej krainy, bo powinieneś wiedzieć, że tak naprawdę wywodzisz się z rodu królów i książąt Esalungu. Mama i Tata.”
Po przeczytaniu listu Asparuchowi łzy napłynęły do oczu.
- Więc moi rodzice mi coś mi zostawili.- mówił z niedowierzaniem.
- Nie coś tylko prawdziwy miecz rodu Magianów. To nieprawdopodobne. Byli to przecież najwięksi królowie na tych terenach - ciągle nie wierzył Bernard.
- Muszę im pomóc - odrzekł Asparuch.
- Asparuchu to niemożliwe - oni są przecież uwięzieni przez króla Mantarii, sam nie dasz rady!! - odparł tygrys.
- Muszę, przecież to moja rodzina, mam obowiązek coś zrobić. Oni by dla mnie to zrobili.
- Ale oni to co innego, oni byli potężni.
- Masz rację. Wiecie, co idę spać.
Był dopiero wczesny wieczór, lecz Asparuch nie lubił kłaść się wcześnie. W jego postępowaniu i głosie było coś, czego nie zauważyli Emilia i Bernard. Zachowywał się, jakby o czymś bardzo mocno myślał.
Nazajutrz, gdy Bernard obudził się zauważył, że Asparucha nie było przy nim jak zwykle. Nie zdziwiło go to przecież po wczorajszych przeżyciach mógł pójść do Emilii porozmawiać. Ruszył, więc Bernard do Elficy.
- Witaj Emilio, widziałaś może Asparucha?
- Nie od wczoraj się tu nie pojawiał.
- W domu także go nie ma - Bernard zaczął się denerwować. - Co się z nim stało.
- Myślę, że trzeba o to spytać Kruma i Kinga - wpadła na pomysł Emilia.
Krum i King byli strażnikami wioski. King był potężnym gorylem, który bardzo lubił się bić. Był wielkim przyjacielem Asparucha. To on uczył go sztuki władania mieczem oraz sztuki walki. Krum był wielki, niebieskim nosorożcem łopatowym(zamiast rogu miał wielką łopatę). Był on zupełną przeciwnością goryla, był spokojny i miły. Krum był największym przyjacielem Kinga, nigdy nie odstępował go na krok.
Kolejna utalentowana osoba :) Ciąg dalszy zamieszczę w najbliższym czasie, :) b
Tagi:
skomentuj
Fajne, choć akcja na początku dzieje się trochę za szybko.
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.