Artykuł dodany: 2012-02-06 14:31:09 Dział: Wasze teksty
WASZE TEKSTY: Prolog
"Nazywam się Joanna Strzelska, mam 12 lat i interesuje się … dosłownie wszystkim!
Uwielbiam matematykę, polski, przyrodę, informatykę, fotografowanie, pisanie i rysowanie. Pociągają mnie sporty. Chętnie bym jakiś uprawiała, gdyby nogi nie odmawiały mi posłuszeństwa. Jestem od urodzenia sparaliżowana od pasa w dół, ale to nie utrudnia mi normalnego życia. Bardzo bym chciała, żeby więcej ludzi akceptowało mnie i innych ludzi takich jak ja. Wszyscy w mojej szkole traktują mnie jak laleczkę Barbie lub klowna, ale życie się zmienia i pojawiają się inni ludzie o dobrych sercach…"
Fragment mojego podania do Gimnazjum nr 3.
1
Wszyscy się śmiali, a na pewno nie bez powodu. Olaf Bermański, który rozdawał pod biblioteką gazetkę szkolną krzyczał na cały głos:
- Przeczytajcie artykuł o szkolnej kalece - Joasi Strzelskiej!
Odruchowo podjechałam na moim wózku do niego i wyrwałam mu z rąk jeden egzemplarz.
- Joasia Strzelska - co o niej sądzi szkoła? Aż 400 na 400 osób stwierdziło, że jej nie lubi i, że chcą by była wysłana do ośrodka dla kalek! - zaczęłam spokojnie czytać, ale gniew zagórował nad moim spokojnym charakterem. - Co ty do licha, o mnie napisałeś?! - wybuchłam, a Olaf momentalnie pobladł, może dlatego, że w tej chwili przypominałam dojrzałego buraka.
- Polonistka chciała, żebym napisał coś prawdziwszego niż to co napisałem we wtorek.
- "Czy grożą nam kosmici?" to całkiem dobry temat, a wręcz wspaniały! - zawróciłam, ale najpierw przejechałam mu stopę, a on ryknął z bólu. "Muzyka dla uszów!"
Pojechałam ku windzie, by zdążyć na informatykę, ale ciągle ktoś odpychał mnie w bok, a co gorsza uczniowie wchodzili do windy, jakby nie wiedzieli, że zbudowano ją specjalnie dla mnie! W środku gotowałam się z złości. Jeszcze chwila, a przejechałabym wszystkim po stopach, ale ktoś położył rękę na moim ramieniu. Odwróciłam głowę.
- Nazywam się Filip Kosmala! - przedstawił się opalony szatyn o miłym uśmiechu. - Może ci pomóc?
Moje serce zmiękło. Nikt nigdy mi nie zaproponował pomocy oprócz nauczycieli, rodziców i moich dwóch braci - Wojtka i Walentego.
- Taaak - zająknęłam się. - Nazywam się Joasia. Joasia Strzelska!
- Super powitanie, jak James Bond! - zażartował, ujął mnie za rękę, utorował drogę przez tłum uczniów i wepchnął mnie do windy. - Co teraz masz? - spytał.
- Informatykę - byłam… mama by powiedziała, że byłam nim zafascynowana. Nikt nigdy nie pomógł mi wejść… to znaczy wjechać do windy.
- O, ja też! Widocznie chodzimy do tej samej klasy… Mogę się do ciebie przysiąść?
- Możesz, bo i tak nikt nie chce obok mnie siedzieć.
- A ja chcę. Wydaje ci się to dziwne, prawda?
- No tak - przyznałam. - Nikt się tak nie zachował w stosunku do mnie taj jak ty, pomijając rodzinę i nauczycieli!
- To miłe uczucie, prawda?
- Tak. Nawet miłe jak na pierwszy raz - uśmiechnęłam się do niego ciepło, a drzwi windy otworzyły się.
- Ta wasza gazetka to głupota! - stwierdził i popchał mój wózek na korytarz.
- Dlaczego? - spojrzałam na niego. Był taki dziwny i uroczy, ale myśląc "dziwny" miałam na myśli to, że był taki odmienny w stosunku do innych uczniów.
- Osoby sparaliżowane moim zdaniem nie są laleczką, którą można porzucać albo takim… klownem! Jedni uważają ich za totalnych odmieńców, bo są tylko mniej sprawni, ale jesteśmy tym samym gatunkiem, prawda?
- Tak! - przyznałam mu racje.
- Wydaje mi się, że lepiej mi się z nimi rozmawia niż z osobami zdrowymi, w pełni sprawnymi - dokończył.
Byłam pod wrażeniem jego ludzkiego podejścia. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś umie tak powiedzieć o osobach takich jak ja!
- Wow! - powiedziałem i spojrzałam mu w oczy, które były taki błękitne. - Masz niesamowite oczy!
- Dzięki, mam je po ojcu! Jaki jest twój ulubiony piosenkarz?
- Trudno powiedzieć - przeczesałam ręką włosy. - Teraz jest tyle piosenkarzy i zespołów, że trudno stwierdzić, który się nam najbardziej podoba, ale mi nie podoba mi się żaden współczesny artysta…
- Naprawdę? - oczy Filipa rozszerzyły się.
- Tak. Lubię jednak klasykę: U2, Toto, Roxette i Pink Floyd.
- Ja też ich lubię… ale wiesz co...? - wyjął z swojego plecaka dwie karteczki i długopis.
- Co?
- Masz Gadu-Gadu?- przytaknęłam głową. - Ja ci zapiszę mój numer, a ty mi swój, tak?
- Świetny pomysł! - stwierdziłam i napisałam numer Gadu-Gadu na karteczce, a następnie podałam mu ją.
- O 15 na Gadu-Gadu? - zmierzwił brązowe włosy i popatrzył na mnie zachęcająco.
W mojej głowie, a może sercu bo sama nie wiedziałam co bije szybciej - serce czy mózg - kotłowało się tysiące uczuć, pytań i wątpliwości. Filip był jak cud od Boga! Pamiętałam jak kiedyś w pierwszej klasie, w kościele modliłam się o prawdziwego przyjaciela i… wielką miłość! To była moja wielka szansa na zdobycie przyjaciela lub nawet chłopaka mojego życia! Nie mogłam jej zmarnować!
- Tak - wyszeptałam.
***
Gdy przyszłam do domu od razu włączyłam komputer i weszłam na Gadu-Gadu.
- Co jesteś taka w skowronkach, Joasiu? - spytała mama, gdy przyszła z pracy.
W innych okolicznościach powiedziałabym, że cieszę się z powodu dwóch dni wolnego od czterystu uczniów wyśmiewających się ze mnie.
- Poznałam w szkole takiego chłopaka - odparłam.
- Opowiadaj! - mama szybko usiadła na skraju łóżka, bym się przypadkiem nie rozmyśliłam.
Opowiedziałam jej wszystko łącznie z dialogami przeprowadzonymi miedzy mną a Filipem, a ona westchnęła na koniec i powiedziała:
- Gadu-Gadu! Jaka romantyczna forma randki!
Chwyciłam pierwszą lepszą poduszkę i rzuciłam nią w mamę.
- Mamo, przestań to robić! - skarciłam ją.
- Dobrze, poddaje się! - uniosła ręce w geście poddania się. - Co on ci napisał?
- "Cześć Joasia, co u ciebie słychać?" to właśnie napisał i odpisałam na jego wirtualne powitanie.
- I co?
Popatrzyłam na ekran komputera. Była na nim informacja: "Już do ciebie idę!"
- Mamo, on tu za chwilę będzie! - oznajmiłam jej, a ona podskoczyła na łóżku jakby wygrała w Lotto milion złotych.
- Tak się cieszę, tak się cieszę! - pisnęła i popędziła do kuchni. - Przygotuję coś na ząb!
Ta wiadomość oszołomiła mnie bardzo. Nie podejrzewałam, że ktoś z mojej klasy może tu kiedykolwiek przyjść, a do tego bez zapowiedzi. Spodobało mi się to bardzo i wcale nie gniewałam się na niego.
Prawdą było to, że lepiej jest rozmawiać z innym człowiekiem na "żywo", niż w "wirtualnym świecie".
***
Po kwadransie ktoś zapukał do drzwi.
Na szybko mama ubrała mnie w białą sukienkę do kolan z różowymi i szmaragdowymi kwiatami i założyła mi białą opaskę z takim samym jak na sukience wzorem. Podjechałam pod drzwi i otworzyłam je. Zamurowało mnie.
W drzwiach nie stał Filip. W drzwiach stał jeszcze fajniejszy Filip, niż ten, którego poznałam dziś rano. Miał błękitną, kraciastą koszule, luźne dżinsy, roztrzepane włosy, a w ręku trzymał słonecznika.
- Cześć, w ogrodzie miałem tylko to, ale mam nadzieję, że ci się spodoba - uśmiechnął się.
Mama pobiegła po stary, wysłużony aparat i zrobiła mnie i Filipowi z sto zdjęć.
- Ja… posiedzę w kuchni, poczytam książkę, a wy sobie rozmawiajcie i róbcie co tam chcecie a….. jedzenie jest w salonie - poinformowała nas, a my powędrowaliśmy do salonu.
***
Nasza rozmowabyła na temat: "Klasyki muzyki i filmów". Odkryłam, że mamy wiele ze sobą wspólnego: lubimy te same kolory - niebieski i zielony, kochamy zwierzęta, nie cierpimy filmów o kosmosie (Obcy, Star Wars) i lubimy chińskie jedzenie. Filip poszedł sobie o 20, a mama ugotowała mi ryż z kurczakiem (to zwykle gotuje, gdy mam dobry humor, w przeciwnym razie przygotowuje placki ziemniaczane, fuj!).
- Miły z tego Filipa chłopak - stwierdziła gdy kończyłyśmy kolacje.
- On jest taki inny w porównaniu z moją klasą, a nawet szkołą! - gdy to powiedziałam do kuchni przyszli tata, Wojtek i Walenty. Tata ucałował mamę w policzek.
- Jak tam było chłopaki w pierwszym dniu pracy czyli nowego życia? - spytała ich mama.
- Jestem zmęczony jak… przy Joasi nie powiem tego słowa. Po prostu padamy! - Walenty usiadł na krześle i zasnął z głową na parapecie.
Wojtek natomiast otworzył lodówkę, wyjął z niej worek lodu i przyłożył go do czoła.
- Joasiu, czy coś…. - zaczął tata, ale nie dałam mu dokończyć i opowiedziałam mu wszystko.
- Zachował się trochę nieprzyzwoicie moim zdaniem - odparł, gdy opowiedziałam mu co się wydarzyło dzisiaj.
- Moim zdaniem to było strasznie miłe. Gdyby mnie tak po prostu zapytał w szkole czy może dziś do mnie przyjść, nie zgodziłabym się za żadne skarby świata!
- Ty masz swoje zdanie, ja swoje! Nic nie mówiłem! - odparł i nałożył sobie na talerz chińskie danie, a ja po jego słowach miałam wątpliwości czy nie powinnam była nakrzyczeć na Filipa za to, że tak bez zapowiedzi przyszedł do mnie. Ale te dylematy rozwiał rozkaz mamy by poszła pod prysznic.
CDN.
Super! I temat i wykonanie. I to tekst, który uczy akceptacji. Podoba mi się. b
Tagi:
skomentuj
Bardzo wciągające. Dziewczyna ''na wózku''... Nigdy nie było chyba takiego tekstu. Piątka, to naprawdę niesamowite.
To z pewnością trudny temat do opisania zauważyłam jeden błąd "Gdy przyszłam do domu... " Zastanawiam się czy nie powinno być przyjechałam ;) ale i tak jest bardzo ładne i też mnie dziwi skąd on wiedział gdzie ona mieszka. Piąteczka
To opowiadanie jest świetne!Napisz więcej!
Super! Czytałam to w Victorze-Juniorze. Też się trochę dziwie skąd wiedział gdzie ona mieszka. Ale jest super!
Fajny pomysł i super napisane
b.fajne ! Tylko jedno mnie dziwi:skąd on wiedział gdzie ona mieszka ?
Jstem tu w imieniu mojej siostry! Madzia gratulacj!
Druga część była na stronie ale znikła! Wyślę ją jeszcze raz!
Super opowiadanie. Zgadzam się z redakcją. Oryginalny pomysł. Brawo!
orginał super czekam na nastepne czesci
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.