logo junior

Marcin, Pitagoras i zagadka - cz. 6 paulineczka678

Artykuł dodany: 2012-02-18 08:52:54 Dział: Wasze teksty

WASZE TEKSTY: Bujak ciągnął nudną rozmowę. Cały czas nawijał, jaki to lokal jest dobry, są pyszne obiady, a pani Bożena jest miła. Godziny mijały i chłopcy powoli mieli dość pogawędki.

- No, dobrze, wiecie ja już pójdę, późno się robi, a jestem umówiony na spotkanie - spojrzał szybko na Marcina i Rafała, po czym znikł z kawiarni.

- Nareszcie, nie wydaje ci się on dziwny!? - Rafał dopijał herbatę.

- Przestań, na pewno nie, zresztą dzisiaj zobaczymy, a tak w ogóle to mam plan...

 

Tata Marcina siedział na komputerze już od godziny. Z każdą minutą coraz bardziej bolały go oczy, jednak nie dawał za wygraną. Włączył swój ulubiony serwis informacyjny i wystukał na klawiaturze: "Złodzieje biżuterii". Na ekranie pojawił się artykuł z Warszawy, Poznania. Jejku, ile tych reportaży! Zielonej góry, Krakowa. Zaraz z Zielonej Góry! Szybko przejechał wzrokiem po monitorze nie dowierzając temu co czyta. A jednak miał rację. Tu grasują złodziejaszki!

 

- Na początku będziemy udawali, że śpimy, a gdy już wszyscy pójdą spać wymkniemy się ubrani z lokalu. Będzie jeszcze pewnie wcześnie, więc udamy się podsłuchać pod hotel Kochanowskiego i Nowaka, a potem do Michała. Weźmiesz zegarek. Ok? - Marcin pierwszy raz w życiu był tak mocno skupiony.

- Ok - zaś Pitagoras gorączkowo rozglądał się w okół siebie.

 

Pół godziny później obaj ubrani i uśmiechnięci szli Cynamonową w stronę hotelu "Mirror".

- Myślisz, że będą u siebie? - Marcin jak zwykle był pełny obaw.

- Na pewno, za niedługo wychodzą i muszą odpocząć.

Droga wydawała się jakaś wyjątkowo długa i męcząca.

Gdy dotarli do celu ukryli się w krzakach. Z hotelu nie było słychać nic oprócz cichego pochrapywania jakiejś kobiety.

- Na pewno są u siebie?

- Nie wiem.

Cisza. Tylko głosy z sąsiedniego pokoju:

- Ci nasi sąsiedzi są jacyś dziwni - widocznie starsza pani rozmawiała z mężem.

- Hanno, gdybyś miała choć trochę oleju w głowie nie gadałabyś tak o naszych szanownych sąsiadach - głos nagle ucichł.

 

Tata Marcina oglądał komputer z ogromnym zainteresowaniem. Jednak po chwili zamknął laptopa i usiadł na kanapie. Chwycił świeżą, dzisiejszą prasę i sięgnął po okulary.

- Pani Bożeno, mam całkowite, bite dowody co do mojego podejrzenia.

 

Głos ucichł i z pokoju dobiegł długi krzyk: krzyk owej starszej pani najspokojniej w świecie rozmawiającej z małżonkiem.

Chłopcy wbiegli do hotelu. Na dole krzątało się kilka osób w szlafrokach bardzo zaniepokojonych. Marcin pociągnął kolegę na 3 piętro i weszli do słabo oświetlonego pokoju. Nad starszą panią pochylał się Kochanowski gotowy do ataku. W rogu pokoju kulił się jej mąż, który kompletnie nie wiedział co robić.

- Ratunku, ten człowiek jest chory i chce mnie zabić! - wrzasnęła staruszka i podbiegła do Rafała. - Zawiadomcie recepcję bo ja tu nie wytrzymam.

15 minut później Marcin i Rafał znajdowali się na dole i wyjaśniali sprawę z Kochanowski. Sam mężczyzna tłumaczył się wymówkami typu" Nie miałem cukru". Jednak starsza pani nie dawała za wygraną i oskarżała go najgorszymi obelgami.

- On pewnie chciał mi coś ukraść, to złodziej...

 

Brawo, kolejny dobry tekst. b  

Tagi:

Komentarze

skomentuj
Aby móc komentować, proszę się zalogować
avatar

WIKIRYBKA Ocena : 5

Dodano 2012-02-26 10:21:54

zgadzam się

avatar

Athena Ocena : 5

Dodano 2012-02-18 13:58:46

Fajne. .

partnerzy

  

rss

Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.

Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.


© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.