Artykuł dodany: 2011-01-03 12:10:17 Dział: Wasze teksty
WASZE TEKSTY: Mikołajki zbliżały się wielkimi krokami i Roksana nie wiedziała, co kupić swojej najlepszej przyjaciółce Gabrysi. Miała już kilka pomysłów, lecz zawsze znajdywała jakieś „ale”.
W końcu postanowiła poradzić się swojej starszej siostry Amelii.
- Poradź mi, co kupić Gabryśce. Mi już wywietrzały wszystkie pomysły – zaczęła Roksana.
- Może misia albo jakąś książkę? – zaproponowała Amelka.
- Miśków to ona ma już po uszy a sama wiesz, że ona za bardzo nie lubi czytać.
- A co by powiedziała, gdybyś kupiła jej zestaw do manicure?
- Gdybym jej to kupiła to pewnie pomyślała by sobie, że dlatego jej to kupiłam, bo uważam, że ma brzydkie paznokcie.
- No to przestań tak gdybać i sama coś wymyśl, ja już ci powiedziałam moje najlepsze pomysły, a teraz przestań mnie gnębić. Uczę się angielskiego.
I co miała robić… wyszła z pokoju siostry i zaczęła się szwędać po korytarzu snując dalej pomysły na super prezent dla przyjaciółki.
Nagle (nawet nie wiedziała, że to zrobiła, była myślami hen, daleko) otworzyła drzwi i wyszła na mroźne powietrze. Chuchnęło tak gwałtownie, że zdumiona Roksana otrząsnęła się z rozmyślań i przerażona zimnem szybko i gwałtownie zatrzasnęła drzwi. Nie zmieniła decyzji, żeby wyjść na dwór, poszła tylko do swego pokoju po ciepłą bluzę, kurtkę, wełnianą czapę (wyrób jej babci) i tak otulona pobiegła na podwórko. Wzięła ze sobą też 20 zł, gdyż miała nikłą nadzieję, że coś wpadnie jej w oko. Poszła więc, ściślej mówiąc, na zakupy.
„Może jednak kupić tego miśka” - myślała po drodze Roksana. „Ten z wystawy nie jest wcale taki zły…”
I nagle pojawił się on: oszałamiający, nadzwyczajnie piękny, jednym słowem boski – szampon do włosów na świetlistym bilbordzie. „Ale durne te reklamy” – pomyślała zażenowana dziewczyna. „Aż w końcu się na niego skuszę…” Właśnie zobaczyła kobietę, która myła włosy szamponem „Szał”. Roksana pomyślała, że wcale nie została obdarzona cudowna urodą. „Hm, jednak go nie kupię.”
I tak włócząc się, potykając o hydranty, zobaczyła cel swojej wyprawy! Na wystawie była piękna, cudowna, (nawet na myśl jej nie przyszło porównywać ją do „ superowego” szamponu z reklamy) pozłacana bransoletka w zestawie z 4 innymi fioletowymi i malutkimi kolczykami. Jednak to ta złota bransoleta była gwiazdą zestawu! Ucieszona Roksana, że w końcu udało jej się znaleźć prezent – extra, w podskokach pobiegła do sklepu „Gwiazdeczka”. Nie mogła ochłonąć ze szczęścia, nawet szczypała się, żeby się upewnić, że to nie sen.
Wprost promieniowała i chyba młoda sprzedawczyni to zauważyła bo uśmiechała się, zaraziła się szczęściem od klientki.
- Coś podać? – zapytała pani Ewa.
- Poproszę tę pozłacaną bransoletkę! – odpowiedziała prawie krzycząc Roksana.
- Naprawdę dobry wybór! – pochwaliła kasjerka. – Już 3 osoby ją kupiły.
- Tak? – spytała trochę zaniepokojona dziewczyna, podejrzewając, że ktoś też wpadł na taki pomysł. „Czy to ktoś z klasy?” – myślała. – A można wiedzieć kto to był?
- Oczywiście. Kupiły ją dwie siostry, chyba z Olsztyn, bo coś tam o mieście mówiły, jeszcze kupiła ją pani Elżbieta i mówiła, że jest ona dla córki na studiach i kupił ją też jakiś chłopak ale chyba nietutejszy, dla swojej dziewczyny.
- Aha, to fajnie – zamruczała bardziej do siebie uspokojona Roksana. – A ile zestaw kosztuje?
- 25 zł, ale mogę ją sprzedać po 20 zł tylko bez tych kolczyków.
- To biorę ją bez kolczyków – powiedziała młodsza siostra Amelii i wyciągnęła z kieszeni dżinsów banknot.
Wzięła bransoletkę bez kolczyków, ponieważ pamiętała, że Gabi ma bardzo podobne i wiedziała, że bardziej lubi długie kolczyki. Pani Ewa dała pudełeczko z biżuterią Roksanie i wzięła od niej pieniądze.
W domu Roksana nie mogła się powstrzymać, żeby nie pokazać zakupu siostrze. Zdjęła adidasy, kurtkę, czapkę i pobiegła na schody pokonując je po trzy stopnie i ssąc mały palec, bo z rozmachu uderzyła się nim o framugę. Gdy już się pochwaliła Amelce, a ona skończyła podziwiać bransoletkę, zeszła do kuchni, bo mama wołała na kolację. Mamie oczywiście też pokazała prezent i stwierdziła, że też powinna sobie taką kupić, tylko srebrną, bo by pasowała do jej popielatej bluzki. Pani Agata ze śmiechem powiedziała, że z takich ozdóbek już wyrosła i podała córce kanapki z kremem czekoladowym.
Wreszcie nadszedł ten wspaniały dzień. To właśnie dziś miała iść do przyjaciółki razem z Mają i Kornelią. Roksana obudziła się już o 6.30, chociaż była sobota i wyjrzała przez okno a tam… śnieg! Dziewczyna bardzo się ucieszyła, jednak nie na długo, bo szybko zrozumiała, że to na niej spocznie obowiązek odśnieżania ścieżki na podwórku. Roksana wiedząc, że się od tego nie wymiga, nałożyła śniegowe granatowe spodnie, golf, bluzę i poszła na dół.
Postanowiła zrobić niespodziankę rodzince, a przede wszystkim tacie, bo to on prawie zawsze odśnieża. Poszła do szopki wyciągnąć łopatę do odśnieżania. Włączyła lampkę i wyciągnęła czerwoną, dużą łopatę. Gdy wyszła westchnęła ciężko, widząc ogromne grudy śniegu i zaczęła pracę. Po około godzinnej pracy Roksana stwierdziła, że już skończyła swoją robotę i widząc efekt, aż zatarła ręce z zadowolenia.
O godzinie 10 była już w pełni przygotowana do wyjścia: nałożyła legginsy, dżinsowe rybaczki i turkusową bluzkę z cekinami. Wzięła również swój prezent, do którego dokupiła jeszcze dłuższe zielone kolczyki oraz szkatułkę ze słodyczami. Kupiła również Majce i Kornelii drobne upominki: tej pierwszej misia i toffifee, a tej drugiej przygodowo–sensacyjną książkę oraz zestaw batoników „Mars”. Do Gabrysi podwiózł ją jej tata, który pochwalił ją za bardzo dobrze wykonaną pracę i po drodze zabrał też po drodze Maję.
W samochodzie Roksana plotkowała z koleżanką o wszystkim. W pewnym momencie Maja zapytała Roksanę co kupiła Gabrysi i Kornelii. Dziewczynka odpowiedziała jej i opowiedziała, jak znalazła prezent dla Gabrysi. Majka również powiedziała co kupiła Gabrysi i Kornelii, nie chciała jednak powiedzieć co kupiła Roksanie, bo chciała jej zrobić niespodziankę. Kupiła więc: Gabrysi grę planszową i zrobiła jej z żyłek kotka, a Kornelii puzzle z tygrysem , z 1000 elementów oraz mega czekoladę.
Tak rozmawiając dojechały pod dom Gabrysi. Gdy srebrna honda zaparkowała już przed bramą, podniecone dziewczynki podziękowały tacie Roksany i pędem puściły się do drzwi przyjaciółki. Otworzyła im mama Gabrysi – pani Zosia, przywitała je i powiedziała, że Kornelia już przyszła. W pokoju Gabrieli wszyscy się ze sobą przywitali i zaczęli obdarowywać prezentami. Okazało się, że każdy dostał przynajmniej jednego misia i jedną książkę. Roksana np. dostała książkę, naszyjnik, słodycze (od Gabrysi), dużego misia, kolczyki (od Kornelii) oraz grę komputerową i czekoladę (od Mai). Każdy był bardzo zadowolony od swoich prezentów. Potem dziewczyny grały w karty, które dostała Maja od Kornelii. Po 2 rundach był posiłek: ciasto i napoje. Później koleżanki leżały rozwalone na kanapie i oglądały kabarety.
Nagle drzwi od balkonu otworzyły się i tak jak poprzedniego dnia u Roksany do pokoju wleciało mroźne powietrze, tylko teraz jeszcze zaczął do mieszkania prószyć śnieg. Gabrysia pierwsza się zreflektowała i wstała z kanapy, żeby zamknąć drzwi , lecz w połowie drogi zatrzymała na wpół rozbawiona, na wpół przerażona, bo do pokoju wszedł jakiś wysoki chłopak w przebraniu św. Mikołaja (zdziwiona dziewczyna nie rozpoznała w nim swojego brata Huberta). Wtedy „przybysz” zaczął się śmiać na widok miny siostry i już nic się nie ukryło.
- Hubert!!! – krzyknęła Gabrysia i w tym momencie wszyscy zaczęli się śmiać. Okazało się, że brat przyjaciółki Roksany postanowił przebrać się za św. Mikołaja, lecz nie przypuszczał, że tak szybko dziewczyny zorientują się, kim naprawdę jest. Gdy wszystko już było wiadome, ściągnął z twarzy brodę (przeraźliwie łaskotała) i zaczął rzucać cukierkami na wszystkie strony. Teraz koleżanki śmiały się i łapały słodycze na zmianę, aż w końcu zapasy się skończyły i Hubert już tylko w bluzie i spodniach nagle jednym susem wbiegł na balkon i skoczył z niego na ziemię (nie było wysoko). Na dole czekali na niego czterej koledzy. Hubert wziął kurtkę od jednego bruneta (Gabrysia zgadywała, że to był Daniel, nie było dobrze widać bo miał kaptur na głowie) i szybko wszyscy pomaszerowali knajpy nieopodal.
O 21.30 po przedniej zabawie Kornelia, Roksana i Majka musiały już iść do domu. Pożegnały się z Gabrysią i każda poszła do samochodu: Kornelia do mercedesa, a pozostałe do hondy. W aucie Roksana prawie zasnęła, lecz Maja ze wszystkich sił starała się ją rozbudzić, chociaż sama ziewała jak hipopotam. Wkrótce Majka powiedziała „dobranoc” tacie Roksany, bo Roksana już spała, zresztą, w bardzo dziwnej pozie: jedną nogę miała na fotelu, głowę oparła o pas, a ręce miała wygięte pod nogą. Roksanie nie śniło się nic szczególnego tylko wizyta u przyjaciółki oraz… gadające i ryczące lwy, ona zaś, w postaci sowy latała na... motorze! Przewróciła się jednak na drugi bok i później nic już się jej nie śniło...
Tagi:
skomentuj
Bardzo fajne;)
Mnie się podoba, byłam bardzo ciekawa co zrobi Roksana.
Luno, piszesz fantastycznie. Myśl, teraz, o studniach poetyckich, lub zacznij pisać książkę. Bo piszesz ekstra. Piątka.
Piszesz superekstra opowiadania!!Mam nadzieje że w przyszłości przeczytam twoje książki!
Ach, świetne! I wiesz, powiem Ci, że także lubię się rozpisywać i zazwyczaj moje opowiadania są upstrzone szczegółami. ;) Czyta się szybko i przyjemnie, jakiś rażących błędów też nie wyłapałam (a w tej kwestii działam jak ludzki słownik ortograficzny). Daję 5. :D
świetne extra!
Świetne, extra i więcej nie wiem!
dzięki Liluia
Masz niesamowitą wyobrażnie:)!!!! Mam nadzieję, że w przyszłości przeczytam jakąś Twoją książkę
thx :D :):):):):)
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.