Artykuł dodany: 2011-01-03 12:49:41 Dział: Wasze teksty
WASZE TAKSTY: Naszym oczom ukazał się uroczy dworek. Trudno nam było ocenić wielkość tego budynku, bo drzewa i krzewy go zasłaniały. Nie wyglądał jakoś strasznie… wręcz przeciwnie, bardzo pogodnie. Nagle otworzyła się brama i na powitanie wyszedł nam ten sam gość, co nas odwiedził w szkole. Z takim samym sztucznym uśmiechem.
- Och! Dzieci przyszły! – powiedział to prawie złowieszczym tonem, że aż mnie ciarki przeszły. – Wiedziałem, że takie mądre, dojrzałe i inteligentne na pewno będą chciały zaznać trochę kultury!
Podszedł do nas i ruchem typowo aktorskim, z uśmiechem na twarz zbliżył się do najbliżej stojących przy nim osób (w tym przypadku Sandry i Adriana) i poczochrał im włosy. Widać było, że ćwiczył ten ruch przez co najmniej tydzień, choć gdy zobaczył naburmuszone twarze, to mu mina trochę zrzedła.
- Bardzo się cieszę, że zechciałyście zwiedzić ten piękny ogród. Będę waszym przewodnikiem. Chodźcie za mną!
I powłócząc nogami poszliśmy. Może nawet nie z braku zainteresowania, zawsze słyszeliśmy, że jesteśmy klasą mało aktywną.
Ogród nie wyróżniał się od innych dworkowych ogrodów. Było tam pełno drzew, kwiatów, krzewów, klombów, rzeźb, fontann… ale najbardziej mnie ciekawił pałacyk.
- Czy dworek będzie częścią zwiedzania? – zapytałam przewodnika.
- Dobrze, że zwróciłaś uwagę dziewczynko! Otóż, do dworka pod żadnym pozorem nie można wchodzić! – i tu zwrócił się do Szymona, Daniela i Adriana. (Była to grupka osób, którzy zazwyczaj coś psuli, pakowali się w tarapaty i niszczyli dobre imię naszej klasy. W tej chwili stroili dziwne miny przy posągu jakiejś pulchnej damy.) – To może być niebezpieczne! Rozumiecie chłopcy? Wejście jest tam, po lewej, ale nie wolno tam wchodzić!
Świdrował ich takim hipnotyzującym wzrokiem, że nie muszę tłumaczyć, że chciał ich zachęcić.
- Dobrze, psze pana! Na pewno nie będziemy wchodzić! – spojrzeli na siebie porozumiewawczo i natychmiast pobiegli do ciężkich, drewnianych drzwi. Nasz wychowawca był zajęty oglądaniem fresku na ścianie pawilonu, a przewodnik ich nie widział albo udawał, że ich nie widzi.
- Co wy robicie głupki?! – Kina czuła się odpowiedzialna w roli przewodniczącej szkoły.
- Natychmiast wracajcie!
Nie posłuchali jej. Zaczęli bawić się mosiężną klamką. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem. Może gdybym spojrzała w stronę przewodnika to zobaczyłabym jego szyderczy śmiech, ale podobnie jak reszta patrzyłam na drzwi. W środku było zupełnie ciemno. Nagle, któryś z tej „sławnej trójcy” popchnął Kingę, za to że zwracała im uwagę i dziewczyna wpadła do środka. Rozległ się huk.
- Hej, Kinga! Wszystko gra? – zaniepokoiła się Edyta.
- Ała! Zwichnęłam nogę! Który był taki mądry?!
- Widzicie, co zrobiliście głupki? – to tym razem była Wiktoria. Ogólnie była wyrozumiała dla tych chłopców, ale jeśli chodzi o zdrowie jej przyjaciółek to stawała się mniej miła. Dlatego bez zastanowienia uderzyła Szymona, który słynął ze swego irytującego śmiechu i właśnie go demonstrował. Na to zareagował Adrian, odepchnął Wiktorię i później dał kopniaka Mateuszowi, ponieważ parodiował jego ruchy. Jak się można było spodziewać wybuchła bójka, w której ja chcąc, nie chcąc uczestniczyłam. Skończyło się tak, że wszyscy wpadliśmy do wewnątrz. Nie wiadomo czy to podmuch wiatry, czy siły wyższe, ale drzwi tuż za nami się zamknęły i zostaliśmy pogrążeni w ciemnościach.
- Boję się… - to akurat nie wiem, kto powiedział, ale podzielałam jego zdanie.
- O Boże! Już nigdy stąd nie wyjdziemy! Umrzemy wszyscy z głodu! W długich i okropnych męczarniach! – zaczęła histeryzować Kinga.
Chciałam załagodzić sytuację:
- Cicho, cicho… Po prostu otwórzmy drzwi i wyjdźmy…
Szukałam drzwi i ciągle się o coś potykałam. W końcu chyba je znalazłam.
- Dobrze, a teraz otworzę drzwi i wszyscy wyjdziemy – starałam się mówić spokojnie.
- Zaraz… gdzie jest klamka… nie ma klamki od tej strony… Już nie wyjdziemy! Jesteśmy tu zamknięci na zawsze! Pomocy! Ratunku! Zginiemy i nie ma odwrotu! – dołączyłam do lamentu Kingi, a za mną wszystkie dziewczyny z naszej klasy.
- Spokojnie kobiety, nie płaczcie – powiedział Mateusz dojrzałym tonem. – W takich chwilach jak ta bohaterowie filmu szukają pochodni, oświetlają sobie drogę i znajdują wyjście.
Zapadła cisza.
– Na co czekacie? Już szukać pochodni!
Ponieważ było ciemno, cały czas wpadałam na inne osoby. Nagle ktoś krzyknął:
- Mam!
- OK. A ja mam zapalniczkę – powiedział Daniel.
- Nosisz przy sobie zapalniczkę? – zapytała go Kinga.
- A to już moja sprawa.
Pochodnia się zajarzyła, by znów zgasnąć i ponownie zapłonąć.
- O kurczę! Widzieliście to?! – Sandra miała strach w oczach. Odpowiedziałam jej:
- Tak, Sandro. Pochodnie się czasem zapalają i gasną. To normalne.
- Nie mówię o tym! Jakaś kobieta szybko przebiegła przez tę ścianę!
Sandra miała bujną wyobraźnię. Raz widziała wilkołaka w lesie, raz jej wujka dusiła złota anakonda, a to spotkała Władimira Putina w pobliskiej restauracji i nie mogła spać przez tydzień, gdy zobaczyła jak jej sąsiadka wysysa krew z niewinnych ludzi. Więc nasza reakcja na jej spostrzeżenie była taka:
- Taa… jasne…
- Ja nie kłamię!
Jakoś zignorowaliśmy Sandrę.
- To co? Szukamy wyjścia?
Strach chyba zbliża ludzi, bo wszyscy szliśmy przytuleni do siebie. Wędrowaliśmy przez głęboki tunel, niekiedy pojawiały się schodki. Ściany były odrapane, wszędzie był kurz, pajęczyny i kamienie, które nam utrudniały drogę ze względu na Kingę, która miała zwichniętą stopę i musieliśmy ja podtrzymywać. Byliśmy bardzo zmęczeni.
- Może by się tak wrócić? – Adrian tracił nadzieję na inne wyjście. – Drzwi tamte chyba można wyważyć…
Niestety, nikt nie zwrócił na tę propozycję uwagi, bo właśnie przed nami pojawiły się nowe drzwi.
- To co? Wchodzimy? – tym tonem Szymek chyba chciał dodać nam odwagi
Popchnęliśmy je. Naszym oczom ukazał się okrągły pokój, wyglądał jak przedsionek, choć mogę się mylić. Całe pomieszczenie wyglądało jakby przeszedł przez nie pożar. Z elementów wystroju mogłam wyróżnić dywan, który przed osmoleniem musiał być czerwony i kilka poniszczonych mebli, a na jednym z nich leżało kadzidełko.
- Mmm… Jak to ładnie pachnie – zachwyciła się Wiktoria i podeszła bliżej.
- Nie! – złapałam ją za ramię. – Skąd możesz wiedzieć czy to nie toksyczne?!
- Oj, weź przestań, to nie może być…
Nie dokończyła bo Kinga znów wpadła w panikę:
- Aaaaa!!! Wiktoria nie żyje! Kto będzie następny?!!!
Nic więcej nie słyszałam, bo nagle poczułam się bardzo przyjemnie, zapach kadzidełka, zapach był świetnie kojący, cały pokój zawirował mi przed oczami, a później pojawiły się białe plamy, które przyćmiły mi widok…
Jakie tajemnice kryje dworek? Czy przewodnik miał dobre zamiary? Czy główna bohaterka umarła? Tego dowiecie się w następnej części…
tralalala
Tagi:
skomentuj
EKSTRAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Fajne!!!!!
Fajne!Szkoda, ze jak opowiadanie nie jest na 1 stronie to moło osób czyta..
to najlepsze z wszystkich opowiadań
świetne!!!!!!!!!!!
Świetne
SSSSSSSSUUUUUUUUUUUUUUPPPPPPPPPEEEEEEEEEERRRRRRRRR!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Napisz szybko następną część! Nie mogę się już doczekać!!
łoooo ciekawe kto będzie następny!!! szkoda , kibicowałem Wiktorii...
sama NIE WIEM CO NAPISAĆ...
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.