logo junior

Virginia - Hania

Artykuł dodany: 2011-05-30 12:31:09 Dział: Wasze teksty

WASZE TEKSTY: Biegła teraz przez pole pełne wrzosów. Czuć było mokrą glebę pod stopami i wiatr. Virginia przeskoczyła przez płot obrośnięty bluszczem. Przeszła przez furtkę. Stała teraz na środku ścieżki. Sama. Zmęczona bez wahania usiadła na ziemi. Była inna niż jej siostra. Kochała rośliny, zwierzęta i wszystko, co mogło rozwijać się i żyć.

 

Mieszkali oni w posiadłości na wzgórzu. Była to bardzo zamożna rodzina. Popołudniami zwykle wszyscy członkowie rodziny siadali przed kominkiem i oglądali stare albumy. Ale nie ona. Dziewczyna spędzała czas na polu.

W potarganej sukience Virginia próbowała złapać oddech. Kiedy już jej się to udało, wstała, lecz nie śpieszyła się. Do posiadłości miała jeszcze kilkaset kroków. Zdjęła pantofle i przeszła kawałek po kamiennej dróżce. Kiedy dotarła do wysypanego wcześniej piasku wzięła garstkę na bladą rękę i posypała nim włosy. Piasek był wilgotny, jeszcze po wczorajszej ulewie. Dziewczyna zobaczyła posiadłość państwa Fetros. Już dawno temu wyjechali do Ameryki. Znudziła im się stara posiadłość w Martellago we Włoszech. Na szczęście znalazł się kupiec Sevon (tato Virginii). Dom był bardzo duży. Miał wielki ogród, basen, taras i jeziorko. Wszystko wydawało się cudne. Każdy kwiat pachniał inaczej i inaczej wyglądał. 

 

I

Powoli słońce wyłoniło się z za horyzontu i tak samo powoli Virginia budziła się. W ten wiosenny poranek nikomu nie chciało iść się do szkoły. Nikt nie miał ochoty na ciężką pracę. W tym wszystkim najgorsze było to, że zaczął się dopiero pierwszy dzień po weekendzie. Virginia myśląc o tym, że dzień ten zapowiada się tak samo jak inne - bardzo się myliła. Już od pierwszej lekcji dzieci były niespokojne zapowiedzianą wizytą dyrektora. Na korytarzu dało się słyszeć rozmowy.

- Myślisz, że wprowadzą nam mundurki?

- Nie mam pojęcia, ale gwarantuję ci, że go nie założę - odpowiedziała Hiacynta. - Nie będzie przyrody. Wiecie?

Wszystkie dzieciaki nastawiły uszy.

 - Tak nie będzie. Podobno wszyscy pójdą na apel, gdzie zaprezentują mundurki.

Koleżanki i koledzy przysunęli się bliżej dziewczyny. Hiacynta mówiła dalej.

- Nie mam pojęcie jakie będą. Oby były ładne. Granatowe, niebieskie... - dziewczyna zamyśliła się.

- Fioletowe!

- Jakie fioletowe! Czarne, czarne!

- Białe! - krzyknęła Virginia.

- Kolorowe!

Na szczęście "mundurkową" kłótnię rozstrzygnął dzwonek. Zapowiadało się tak, jak powiedziała Hiacynta. Pani od przyrody powitała ich serdecznie i bez słowa ruszyli do wielkiej Sali, gdzie miał się odbyć apel. Kiedy tylko wszystkie klasy usiadły na wyznaczonych krzesłach zaczęły się szmery, liściki i szepty. Nikt nie wiedział czy słowa koleżanki miały się spełnić i czy była to prawda.

- A może Hiacanta kłamie? - odezwał się jeden z chłopców. Wszyscy z rzędu popatrzyli na niego ze zdziwieniem.

- Jak może kłamać! Przecież widzisz, że wszystko się zgadza!

- Na razie - odpowiedział chłopak.

Nagle do Sali wszedł dyrektor, a za nim wicedyrektorka, wicedyrektor i dwie sekretarki. Dyrektor odkaszlnął dwa razy, rzucił groźne spojrzenie w stronę uczniów i zaczął długie (wręcz niekończące się dla uczniów) przemówienie.

 - Wszystkie klasy są tutaj. Prawda?

Zaczęło się krótkie odliczanie.

- A więc przejdę do najważniejszej rzeczy. Każda porządna szkoła powinna mieć mundurki. Tak. Zaprezentujemy teraz strój dla chłopca i dla dziewczynki - stojący obok dyrektora wicedyrektor szkoły pokazał strój dziewczynki. Uczniowie skrzywili się.

- Jak widzicie... - przemówił dyrektor - są to: czarne lakierki, białe rajstopki, czarne spódniczki, białe bluzeczki i dwie pary granatowych kokardek. Chłopcy...!

W tej samej chwili wyskoczyła wicedyrektorka i pokazała strój dla chłopca.

- Czarne buty, czarne spodnie, białe bluzki i czarny krawat. Dziękuję za uwagę, resztę wyjaśnią wam nauczyciele.

Jedna dziewczynka tuż po wyjściu dyrektora zaczęła udawać, że dusi się na widok mundurków, a chłopcy obiecywali, że nie założą tego stroju za nic w świecie!

Na polskim pani poprosiła, aby uczniowie śmiało zadawali pytania dotyczących mundurków. Pierwsza zabrała głos Hiacynta (przewodnicząca klasy).

- Musimy je nosić? - zapytała.

- Tak musicie.

- A będą dni wolne od mundurków? - wtrąciła Virginia.

- Mam na dzieję, że tak.

- A jak ktoś nie założy kokardy lub krawata w przypadku chłopca to... to będzie miał uwagę w dzienniku "brak stroju''? - dopytywała się Karolina.

- Och, wydaje mi się, że nie. Wprowadzenie mundurków miało pokazać uczniom, że do szkoły nie należy przychodzić w bluzkach na ramiączkach lub krótkich spodenkach. Powinniście cieszyć się, że nosicie takie a nie inne stroje.

- W pewnym sensie ma pani racje. Bo na przykład w szkole mojej koleżanki nie ma mundurków. Jej przyjaciółka przyszła raz w bluzce na ramiączkach i musiała udać się do dyrektora. Nam to nie grozi.

- Oczywiście! A poza tym zobaczycie, jak szkoła się zmieni!

- Oj, znowu coś dopiero przyzwyczaiłem się do mundurków! - powiedziała Olle.

- Spokojnie. Mogę wam zdradzić, że jest to niespodzianka przygotowana przez szkołę.

 

Już w krótce II część.

Tagi:

Komentarze

skomentuj
Aby móc komentować, proszę się zalogować
avatar

anetasliwapce Ocena : 5

Dodano 2011-06-02 21:14:26

super nie mam do tego tekstu żadnych za rzutów i bardzo mi się on podoba:)

avatar

Edycia2001 Ocena : brak

Dodano 2011-05-31 12:39:53

Super! Bardzo wciągające, ciekawe! Świetne! Masz talent! Wielki talent!

avatar

szynszyla Ocena : 5

Dodano 2011-05-30 19:46:22

Oczywiście już piszę II część i miło mi, że się podoba! Pozdrawiam!

avatar

magdusia1999 Ocena : 5

Dodano 2011-05-30 17:30:18

Pisz szybko II część! Nie mogę się jej doczekać!

partnerzy

  

rss

Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.

Teksty ukazujące się na stronie nie mogą być kopiowane bez zgody wydawcy.


© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.